Co o mnie wie firma?

ochrona danych osobowych

Źródło zdjęcia: Flickr.com (licencja)

Czy zastanawiałeś się, czy Twój potencjalny klient może zadawać sobie tego typu pytanie, wahając się, czy wypełnić Twój formularz rejestracyjny (czyli: punkt konwersji)?

Tym razem impulsem do wpisu na blogu jest artykuł z Gazety Wyborczej „Drodzy klienci, po co wam tajemnice?” (współautor artykułu, Maciej Samcik, rozwija temat również na swoim blogu). Co prawda, artykuł odnosi się do branży B2C (głównie mowa jest tam o bankach), podczas gdy moim obszarem zainteresowania jest B2B, gdzie celem działań jest firma a nie indywidualna osoba, niemniej jednak to nie „firma” reaguje na kampanię marketingową tylko człowiek i to on zostawia dane, również osobowe. Zatem problem danych osobowych w pewnym zakresie jest podobny.

Do tej pory pisałem jednostronnie (co zrozumiałe, bo bloga kieruję do marketingowców B2B) o korzyściach płynących ze zbierania danych, budowania profilu potencjalnych klientów, analizowaniu ich zachowań. Nie ma wątpliwości, że są to cenne dane z punktu widzenia sprzedaży. Artykuł ten pchnął mnie do spojrzenia na ten problem z perspektywy potencjalnego klienta.

Transakcja „cenna informacja biznesowa w zamian za dane osobowe” musi być korzystna

Założenie Content Marketingu polega na dostarczaniu wartościowych treści, które potencjalny klient chce otrzymywać. To jest wartość, dzięki której buduje się pozycję konkurencyjną oraz pozycję eksperta w danej dziedzinie. Chodzi więc o doprowadzenie do takiej sytuacji, aby potencjalny klient sam poprosił nas:

„Tak, to naprawdę pomocne treści! Proszę, tutaj jest mój adres email, jak coś będziecie mieli nowego w tym temacie koniecznie dajcie mi znać!”.

Tak długo, jak jesteśmy faktycznie pomocni, działania content marketingowe przynoszą faktyczną wartość dla potencjalnego klienta, to wszystko gra. Spamowanie treściami, które w jego oczach nie są wartościowe i który sobie nie życzy z definicji przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. To oczywiste.

Potencjalny klient musi mieć poczucie bezpieczeństwa

Dodatkowo, oprócz przekonania potencjalnego klienta będzie otrzymywał, informacje które są dla niego wartościowe, musi on mieć wystarczające poczucie bezpieczeństwa, że dane, które przy okazji zostawia nie będą wykorzystane wbrew jego woli, np.: udostępnione innym firmom (artykuł opisuje jeszcze drastyczniejsze scenariusze).

Brak tego zaufania, może spowodować, że nawet najlepiej przygotowana i najbardziej wartościowa treść wykorzystana w akcji content marketingowej nie przyniesie pożądanego rezultatu w postaci wysokiej jakości leadów.

„Brak zaufania będzie katastrofalny”

To cytat z wypowiedzi wiceszefowej Komisji Europejskiej, Pani Viviane Reding z kolejnego artykułu Gazety Wyborczej „Ostrożnie daję moje dane internetowym firmom„.

Pomimo, że my marketingowcy, tak lubimy utyskiwać na obowiązujące regulacje na jako nieżyciowe (w Polsce to głównie Ustawa o Ochronie Danych Osobowych oraz Ustawa o Świadczeniu Usług Drogą Elektroniczną), i o  ile mogłoby się wydawać, że ja, jako marketingowiec (a więc ten „zły”, który tylko czyha na to aby zgarnąć dane osobowe i niecnie wykorzystać w interesie mojego pracodawcy) stoję po drugiej stronie barykady, to w pełni zgadzam się z oceną sytuacji przez Panią Komisarz.

Transakcja „cenna informacja biznesowa w zamian za dane osobowe” jest możliwa jedynie w sytuacji zaufania ze strony potencjalnego klienta. Brak tego zaufania (a wszystko wskazuje na to, że wszyscy jesteśmy coraz mniej ufni w tym zakresie) poważnie ograniczy skuteczność content marketingu i generowania leadów – co nie jest w interesie marketingowców ani firm dla których pracują.

Transparentność jedynym wyjściem

Moim zdaniem podniesienie świadomości problemów związanych z prywatnością wymusi większą transparentność w zakresie przetwarzania danych osobowych. Stanie się to poprzez:

  • zaostrzenie regulacji prawnych wymusi tę transparentność – już teraz Unia Europejska zapowiada tego typu zmiany
  • albo sami potencjalni klienci wymuszą wyższe standardy w zakresie danych osobowych – po prostu nie będą ich udostępniać danych osobowych, nie mając pewności, że leży to ich interesie.

Ja obstawiam, że będą to obie rzeczy na raz.

Pani Komisarz Viviane Reding już zapowiada spójne (i zapewne ostrzejsze) regulacje na poziomie Unii Europejskiej. Co więcej, ponieważ nie wierzę w samoregulację w tym sensie, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie tego zaufania nadużywał, zmniejszając poczucie bezpieczeństwa do dzielenia się danymi z kimkolwiek, uważam, ze regulacje prawne, które mogą to zaufanie przywrócić są w głęboko pojętym interesie samych marketingowców.

Gdy głębiej się nad tym zastanowię to dochodzę do wniosku, że obecna sytuacja paradoksalnie skazuje obie strony (i odbiorców działań marketingowych i samych marketingowców) na oparcie swojej relacji o zaufanie, z którym w kontekście prywatności jest coraz gorzej.

Kto wie… Być może w przyszłości procedury dot. ochrony danych osobowy będą audytowane tak jak dziś sprawozdania finansowe? Wtedy nie będzie mowy o „zaufaniu” przy powierzaniu danych, ale o „wiedzy”.

Informacje b2b-marketing.pl (Igor Bielobradek)
Skuteczny marketing B2B, w internecie i nie tylko.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: