Twoje teksty są lepsze niż teksty Stephena Kinga!

Content Marketing Stephen King

Twój content marketing może być lepszy od Stephen’a King’a (źródło: ilustracja własna)

Żyjemy w czasach, kiedy wszyscy jesteśmy zalewani informacjami jak nigdy dotąd. Twoje treści marketingowe nieuchronnie więc muszą konkurować o uwagę z innymi treściami (nie tylko w internecie) by zdobyć uwagę Twojego potencjalnego klienta. Jest to coraz trudniejsze, również z tego powodu, że content marketing jest coraz bardziej popularną taktyką marketingową: wg. badania Content Marketing Survey 2015 przeprowadzonego przez IDG w Polsce 76% badanych firm robi content marketing a 39% większa na niego nakłady.

Jak zatem radzić z konkurencją (również w sensie innych treści walczących o uwagę Twojego potencjalnego klienta)? Jak zostać zauważonym w tym oceanie informacji? Jak się wyróżnić? To moim zdaniem nie byle jaki temat rozważań Ba! to właściwie sprawy fundamentalne, bo tak na prawdę to rozmowa o tym, jak budować przewagę konkurencyjną w oparciu marketing. I czy w ogóle w takich warunkach da się ją zbudować?

Wielokrotnie spotykam się głosami (między innymi we wpisie Rafała), że treści muszą być „porywające”. Rafał idzie nawet o krok dalej i jako konkurencję, z którą musisz walczyć o czas klienta stawia Stephena Kinga.

I o ile zgadzam się w pełni, że Twoimi „konkurentami informacyjnymi” są właściwie wszystkie konsumowane przez Twojego potencjalnego klienta informacje, to moim zdaniem w branży B2B granica pomiędzy, skutecznym i nieskutecznym tekstem marketingowym a wcale nie przebiega na linii: porywający / nudny.  Uważam, że ta linia podziału leży zupełnie gdzie indziej, a mianowicie: czy ta informacja jest pomocna / czy też nie jest pomocna (pomocna w rozwiązaniu problemu potencjalnego klienta). Bardzo do mnie trafiają argumenty Jay Baera z jego książki „Youtility” której tag-line brzmi:

Marketing so useful, people would pay for (if they had to).

Nie „beautiful”, nie „enjoyable”, nie „entertaing”, ale właśnie „useful”. Moim zdaniem to jest właśnie charakterystyczne dla branży B2B, że klienci przede wszystkim chcą rozwiązać pewien problem. Tak, ten problem może być dla nich z jakiś powodów osobisty, może budzić ich emocje (pisałem o tym wcześniej), ale jednak to jest głównie tryb myślenia nakierowany na rozwiązanie problemu.

W mojej ocenie – szczególnie w branży B2B  – ściganie się ze Stephenem Kingiem, w dostarczaniu przyjemności odbiorcy jest poważnym błędem i jest z góry skazane na klęskę. To nie jest kompetencja profesjonalisty – jego kompetencją jest dostarczenie rozwiązania problemu w swoim obszarze specjalizacji. To jest to, co on potrafi i to jest w czym jest w stanie być najlepszym na swoim rynku. I na tym polu, wygrywa nawet ze Stephenem Kingiem 😉

Przytoczę jeszcze słowa Joe Pulizzi, który mówi:

To jest właśnie pole do wygrania z narastającą konkurencją: zdobycie pozycji najlepszego źródła pomocnej wiedzy na rynku w danej niszy informacyjnej, nawet jeśli jest to bardzo wąska nisza. Właśnie to buduje jego wizerunek eksperta, zaufanie do niego i – co ma kapitalne znaczenia – uzasadnia cenę.

Oczywiście nie chcę powiedzieć, że bez znaczenia jest JAK to jest opowiedziane – byłby to absurd! Jeśli jesteś wstanie przygotować pomocną i wartościową treść i  jednocześnie przekazać ją w sposób pasjonujący – to czapki z głów.  Ale ostrożnie rozkładajmy akcenty i priorytety: Jestem głęboko przekonany, że to użyteczność jest kluczowym aspektem marketingu, który buduje przewagę konkurencyjną, a nie mniej lub bardziej atrakcyjna forma (choć ona oczywiście też ma znaczenie).

* * *

PS. Wpis ten powstał na podstawie dyskusji pod wpisem Rafał Chmielewskiego na blogu www.e-marketingprawniczy.pl, wg. mnie jednego z ciekawszych blogów biznesowych, którego gorąco Ci polecam. Osobę samego Rafała z resztą też ;-).

PPS. Tak przy okazji, ten wpis jest przykładem, że na blogu możesz używać treści, które i tak tworzysz na inne potrzeby.

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Moje najefektywniej wykorzystane 13 minut w życiu

Tak się składa, że dziś mijają trzy lata od kiedy zacząłem prowadzić bloga b2b-marketing.pl. Składa się również, że dziś zobaczyłem wpis Rafała Chmielewskiego, który nie mógłby być lepszym podsumowaniem tych moich trzech lat.

Rafał pisze:

(…) jeśli wygospodarujesz 5 minut na to, aby napisać coś w blogu, choćby tak krótkiego jak ten wpis, to będzie to najlepiej spożytkowany czas w ciągu dnia Twojej pracy. Bo te słowa zostaną przeczytane dzisiaj, jutro, za tydzień, za miesiąc, za rok i za pięć lat.

(zobacz cały wpis)

Podpisuję się obiema rękami!

Przez te 3 lata za pośrednictwem swojego bloga dotarłem do tysięcy osób, które w przeciwnym razie nie słyszały by o moim istnieniu. Ba! Nawet, jeśli przerwał bym prowadzenie tego bloga dziś, prze kolejne lata dotarłbym to kolejnych tysięcy. Nawet jeśli ułamek tej grupy to osoby, które są dla mnie z różnych powodów istotne, to i tak rekord świata. Z resztą mój blog przyniósł mi wiele innych nieoczekiwanych korzyści.

Nie wyobrażam sobie, jak inaczej mógłbym to osiągnąć poświęcając 13 minut dziennie.

Dlaczego 13 minut? Bo tyle mniej więcej czasu przeznaczyłem na prowadzenie bloga (120 wpisów * 120 minut każdy (na wyrost!) / 3 lata / 360 dni w roku). A o tym, że blog nie wymaga ogromnej ilości czasu i można wykorzystać do jego prowadzenia efekty pracy, którą i tak wykonujesz pisałem już wcześniej.

OK, co to ma wspólnego z marketingiem B2B?

Dlaczego ta moja opowiastka powinna cię przejąć? Bo ma to więcej wspólnego z marketingiem B2B, niż tylko to, że blog jest świetnym narzędziem do promowania wiedzy eksperckiej. Chciałbym wyciągnąć ogólniejsze wnioski.

Efektywny-MarketingW biznesie liczy się efektywność. Wygrywa ten, kto potrafi zrobić to samo za mniej albo zrobić więcej korzystając z tych samych zasobów. Dokładnie ta samo dotyczy marketingu.

Firmy w długim okresie wydają podobne pieniądze na marketing, +/- kilka procent w zależności od koniunktury (zobacz omówienie raportu Forrester’a dot. wydatków marketingowych w firmach B2B w 2014 roku) i nie spodziewaj się, że Twój szef nagle obsypie cię pieniędzmi bo uda ci się go przekonać, że należy zainwestować z marketing. Tak się po prostu nie stanie!

Co najwyżej możesz przekonać kierownictwo firmy, że warto przesunąć środki z działań mniej efektywnych na działania bardziej efektywne i wykazać, że Twoje działania należą do tej drugiej grupy.

Marketing B2B właśnie dlatego jest tak ekscytującą dyscypliną, że dzięki rewolucji internetowej i technologicznej my, marketingowcy, możemy realizować nasze działania w sposób, który był jeszcze do pomyślenia jeszcze kilka-kilkanaście lat wcześniej:

  • Masz własne media – internet umożliwił ci posiadanie własnych mediów, nad którymi masz pełną kontrolę (wcześniej marketing był zdany na mass media).
  • Bezpośredni kontakt z klientami w mediach społecznościowych – rewolucja mediów społecznościowych spowodowała, że masz klient jest blisko jak nigdy dotąd.
  • Komunikacja on-to-one – dzięki narzędziom informatycznym (np. marketing automation) możesz  budować bazę marketingową, zbierać informacje o klientach oraz kierować do nich spersonalizowane informacje – czyli dokładnie takie, na które czekają.
  • Generowanie leadów – możesz precyzyjnie identyfikować leady i mieć bezpośredni udział w kreowaniu sprzedaży.
  • Zwrot z inwestycji – możesz te wszystkie informacje śledzić i wykazywać prawdziwy zwrot z nakładów na marketing (marketing ROI).

Twoje osobiste sukcesy oraz rozwój Twojej kariery zależy od tego, czy będziesz potrafił dzięki tym nowym możliwościom wykorzystać „swoje minuty” najefektywniej.

* * *

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Podcast odc.1: Blogi w kancelarii prawniczej

Zapraszam na pierwszy, inauguracyjny podcast z cyklu „Rozmowy B2B – czyli spotkania z praktykami marketingu i sprzedaży„. Mam nadzieję, że będę miał okazję do przybliżenia wam ciekawych osób zajmujących się marketingiem B2B i odbycia rozmów, które będą ciekawe i inspirujące.

Rafał Chmielewski

Rafał Chmielewski

Moim pierwszym gościem jest Rafał Chmielewski, założyciel firmy web.lex, która pomaga kancelariom prawnym zdobywać klientów w sieci oraz upraszcza im działalność przez wszelką pomoc z zakresu internetu i nowych technologii.

Rafał jest cenionym przeze mnie specjalistą ds. wykorzystania blogów w e-marketingu, on sam oraz jego blog były dla mnie inspiracją do rozpoczęcia mojej przygody z blogowaniem a więc nasza rozmowy siłą rzeczy będzie skupiała się właśnie na tematyce blogów eksperckich.

Więcej o Rafale Chmielewskim na stronie i firmie web.lex na blogu www.e-marketingprawniczy.pl.

Odsłuchaj podcast:

Odtwórz:
Pobierz: plik MP3 (11 MB, długość 15:03)
Możesz subskrybować na swój telefon, odtwarzacz MP3 lub komputer:

Transkrypcja rozmowy:

Witam was na pierwszym inauguracyjnym podkaście, który – mam nadzieję – będzie początkiem ciekawych rozmów z osobami, które moim zdaniem mają coś ciekawego do powiedzenia o marketingu B2B, a taką osobą jest niewątpliwie pierwszy gość mojego webcastu: Rafał Chmielewski (…).

Rafale, jaka jest Twoja recepta na skuteczny marketing B2B?

Igorze, muszę ci podziękować serdecznie za tyle ciepłych słów (…) i dziękuję, że mnie zaprosiłeś! Obecnie zajmuję się e-marketingiem w branży prawniczej, od kliku lat prowadzę firmę konsultingową, która nazywa się Web.Lex i w ramach tej firmy świadczymy doradztwo kancelariom prawnym w zakresie pozyskiwania klientów w sieci. Z tym wiążą się inne, dodatkowe usługi, które świadczymy, ale e-marketing to podstawowy trzon działalności.

Rozumiem Rafale, że Twoim głównym zainteresowaniem (popraw mnie, jeśli się mylę) są blogi?

Tak – blogi prawnicze. A blogi prawnicze dlatego, że w tej branży – w mojej opinii – jest to najlepsze narzędzie marketingowe. Głównie wynika to z faktu, że praca prawnika jest pracą ze słowem (pisanym i mówionym) a blogi doskonale wpasowują się w charakter tego zawodu. Dzięki blogowi prawnik może nawiązać bardzo dobrą relację [z czytelnikiem]. Jak pokazują badania, ta relacja może stać się dosyć głęboka, co idealnie odpowiada temu, co prawnicy robią w świecie rzeczywistym: spotykają się ze swoimi klientami i jeśli są w stanie nawiązać dobrą relację to wtedy dobrze im się [z klientem] pracuje bądź w ogóle mogą z nim pracować. Jeśli nie są wstanie nawiązać tej relacji to albo mogą go stracić albo praca nie układa się najlepiej.

Blogi prawnicze są w mojej opinii najlepszym narzędziem do tego, aby prawnicy mogli pozyskiwać klientów za pomocą Internetu.

Ale skąd w ogóle pomysł, że klient może poszukiwać prawnika albo pomocy prawnej czytając blogi?!

Zanim założyłem własną firmę to pracując w dużej firmie konsultingowej założyłem własnego bloga podatkowego. Już wtedy (to był rok 2008) na tym blogu dobrze zarabiałem i odchodząc wiedziałem, że to na pewno będzie przyszłość. Gdy założyłem Web.Lex był to jeszcze okres, kiedy prawnicy (a nawet moi koledzy ze studiów) patrzyli na mnie z lekkim zdziwieniem i politowaniem, gdy mówiłem o blogu prawniczym.

Wiedziałem jednak, że ten temat w końcu wypłynie. Przyczynił się do tego wzrost konkurencji w branży prawniczej. Prawniczy zaczęli bardziej aktywnie poszukiwać klientów w sieci i docenili blogi jako narzędzie do ich pozyskiwania. Jakkolwiek blogów jest teraz już dużo i powstają jak grzyby po deszczu – to mimo wszystko – wciąż, wśród dużej grupy prawników są niedoceniane i rzeczywiście budzi zdziwienie to, że za pomocą bloga można klientów pozyskiwać.

Inny argument jest taki, że wystarczy popatrzeć, co się dzieje. Wystarczy popatrzeć statystyki Google, z których doskonale wynika czego dokładnie ludzie poszukują w sieci. Na bazie tych danych można budować strategię e-marketingową. Takie strategie (o ile są dobrze przygotowane) wcześniej czy później przynoszą swój skutek i prawnik uzyskuje źródło dochodu.

Wątpliwości są, ale na pewno są one nieuzasadnione i będą w przyszłości coraz mniejsze.

Dla tych, którzy chcieliby założyć bloga: w jakiś sposób być ich pokierował? Od czego swoją przygodę z blogowaniem?

Do przedmiotu bloga potrzeba mieć pewnego rodzaju pasję i cierpliwość. Pasja pozawala, aby taką strategię e-marketingową w ogóle prowadzić. To podejście doskonale sprawdza się w długim okresie, ale zanim przyniesie skutek, pewnego rodzaju cierpliwością trzeba się wykazać, co bez pasji nie jest absolutnie możliwe.

Pasja też pozwala na inną rzecz: tzw. transparentność. Innymi słowy: pozwala pokazać kim się jest jako osoba i jako autor, bo tylko w ten sposób można nawiązać dobrego rodzaju relację. Jak pokazują badania, im więcej odsłaniamy, jacy jesteśmy, jakie mamy wartości, tym głębszą nawiązujemy relację, tym większą liczbę lojalnych klientów zdobywamy.

Wspomniałeś o strategii e-marketingowej. Jakie miejsce zajmuje w niej blog?

Blog powinien być w centrum każdej strategii marketingowej kancelarii prawnej. Jest to przedłużenie tego, kim jest autor bloga. To odpowiada temu, co dzieje się w świecie rzeczywistym. Klientów, którzy kontaktują się z prawnikiem interesuje tak naprawdę prawnik, nie interesuje ich, z której kancelarii korzystają (chyba, że muszą korzystać z usług konkretnej kancelarii). Większość osób chce korzystać z usług konkretnego prawnika. Dlatego w centrum strategii e-marketingowej kancelarii powinien być właśnie blog. Pozostałe narzędzia (w szczególności narzędzia społecznościowe jak grupy dyskusyjne, fora, Facebook czy portale profesjonalne) wspomagają pracę bloga, dają paliwo, aby ten szybciej się rozwijał. Mówię czasem, że są one narzędziem marketingu dla samego bloga.

Prowadzenie bloga (wiem to już teraz z autopsji ;-)) jest pewnego rodzaju zobowiązaniem i narzuceniem sobie obowiązku, aby w ten blog inwestować swój czas. W jaki sposób być rozwiał wątpliwości prawników (skoro o nich mówimy w szczególności), że warto ten czas poświęci w inwestycję w taką formę komunikacji a nie w inne działania marketingowe?

Myślę, że niezaprzeczalną wartością dzisiejszego Internetu jest to, że ślad, który zostawiamy w sieci trwa wiele, wiele lat. Jeśli prowadzę bloga to wszystko, co w tym blogu napiszę będzie odnosiło swój skutek do momentu, do kiedy bloga nie skasuję. Nawet pięć minut poświęcone na prowadzenie bloga jest czasem spędzonym bardzo produktywnie, ponieważ nawet jedno zdanie lub jeden akapit, będzie [odwiedzany] nie przez dziesiątki, setki czy tysiące ale nawet przez setki tysięcy osób na przestrzeni wielu lat. Ta ponadczasowość tego, co zostawiamy w sieci, tego śladu, jest niezaprzeczalną wartością, wobec tego co robimy w świecie rzeczywistym. Jeśli spotykam się z klientem i rozmawiamy razem, bądź biorę udział w spotkaniu, konferencji i mam możliwość tzw. „networkingu” z moimi potencjalnymi klientami, to te rozmowy wygasają. W momencie, kiedy się rozstajemy ich nie ma. Natomiast w sieci, te rozmowy i ślady cały czas są i nie znikają. (…)

Wbrew pozorom prowadzenie bloga nie zajmuje dużo czasu. Jeśli blog ma odzwierciedlać mnie, jeśli wpisy mają być takie jak Rafał Chmielewski, to również wpisy powinny być tego rodzaju. Nie powinienem planować kolejnych wpisów, ich długości. Jeśli mam ochotę na napisanie czegoś, jeśli chcę się podzielić czymś z moją społecznością, z ludźmi, którzy czytają mój blog, to po prostu to robię. Takie wpisy są najbardziej wartościowe, najbardziej emocjonalne i krótkie. One są też przyjemne dla mnie, jako twórcy takiego bloga. Jeśli bym założył sobie, że mam pisać raz w tygodniu, w piątek, to po pierwsze, to co chciałbym napisać było by bardzo sztuczne; po drugie znalazłbym tysiąc innych wymówek aby tego nie robić; po trzecie byłoby to niezjadliwe dla innych (…).

Czas na pisanie bloga to jedno, ale najważniejsza jest jego treść. Jaką treść powinien zawierać blog, aby był skuteczny we wspieraniu sprzedaży usług prawniczych?

To jest bardzo ważne pytanie. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy jak ta treść powinna wyglądać, a w blogu jest to najważniejsza rzecz. (…) W branży prawniczej klienci potrzebują konkretnych rozwiązań, wiedzy i treść ma ogromne znaczenie. W jaki sposób powinna ona wyglądać? Większość przypadków prawnicy zakładający bloga pokazują, jaką mają widzę i doświadczenie. I to jest oczywiście OK, ale to nie wystarczy do tego, aby ta treść przyciągała klientów.

Rozumiem, że mają dojść do wniosku, że trafili właśnie na najlepszego prawnika w tym obszarze prawa?

Tak! To wykreowanie wizerunku siebie, jako najlepszego prawnika, paradoksalnie nie będzie spowodowane tym, że prawnik pokaże swoją wiedzę i swoje doświadczenie. Oczywiście to też jest ważne, bo po to ludzie jednak zaglądają na bloga. Natomiast badania pokazują, że kluczem do tego, aby czytelnik bloga uznał, że ma do czynienia z wybitnym fachowcem jest nawiązanie tego rodzaju relacji za pomocą treści, by czytelnik zaczął darzyć autora swego rodzaju sympatią. Im bardziej lubimy ludzi, tym bardziej jesteśmy przekonani o tym, że są oni wybitnymi specjalistami. Te badania były robione właśnie dla branży prawniczej i pokazywały, że kontrahenci, którzy mieli okazję się poznać lepiej ze sobą współpracowali a kontrakty miały wyższą wartość. To, że czytelnik sięgnie po słuchawkę i zadzwoni po lekturze bloga nie będzie wynikało z tego, że prawnik napisze dużo treści merytorycznej, ale że napisze ją w taki sposób, że ta osoba zacznie go lubić.

I to jest tak naprawdę klucz do dobrego bloga prawniczego. Czy bloga w innej branży też? Wydaje mi się, że tak.

Rafale, bardzo dziękuję za przyjęcie zaproszenia i rozmowę. Zapraszam Państwa do odwiedzenia strony Rafała Chmielewskiego, która (jak nie trudno zgadnąć) jest blogiem! Jak rozumiem Rafale, szczycisz się tym, że twoja firma nie posiada strony WWW a jedynie blog? 🙂

No tak :-). Mam blog www.e-marketingprawniczy.pl, a to że nie mam strony internetowej świadczy o tym, że to może właśnie blogi są przyszłością w e-marketingu!

(…)

 * * *

W podkaście wykorzystano utwór „DLDN Instrumental” by timberman (feat. Onlymeith, Mellotroniac) na licencji Creative Commons.

Do PR managerów

Ten temat miałem na swojej liście planowanych wpisów od jakiegoś czasu, ale jakoś nie miałem dobrego pomysłu jak go ugryźć. I oto właśnie przeczytałem KAPITALNY wpis, który mnie zachwycił, autorstwa Rafała Chmielewskiego, autora bloga e-marketing prawniczy (polecam tego bloga moim czytelnikom!).

Pan Rafał pisze, co prawda, o swoich doświadczeniach dotyczących kancelarii prawniczych ale myślę, że to obserwacje uniwersalne i jak najbardziej pasujące do całej branży B2B, jeśli nie do marketingu i PRu w ogóle.

Sam nie potrafiłbym tego tak wyrazić ani lepiej, ani trafniej. Dlatego też, przytaczam wpis (za pozwoleniem autora) w całości poniżej:

Do PR managerów w kancelariach prawnych

Dzisiejszy wpis ma innego adresata niż zazwyczaj :)

Co prawda skłoniło mnie do jego opowiedzenia wczorajsze spotkanie w jednej z warszawskich kancelarii, ale jakby jego ziarno zostało zasiane dużo wcześniej, na na wpół osobistym doświadczeniu. Wczorajsze spotkanie jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu, że powinienemo tym opowiedzieć.

A więc:

Jeśli jesteś odpowiedzialny za PR w kancelarii prawnej, względnie za marketing, to proszę weź pod uwagę fakt, który jest tak oczywisty, że wszyscy przechodzimy obok niego obojętnie. Tak jak przechodzimy obok powietrza: jego obecność jest tak oczywista, że nie zauważamy, jak jest dla nas ważne.

Tym faktem jest: istnienie Internetu.

Prawda że oczywiste? :)

Internet zmienił wszystko, dosłownie WSZYSTKO. Każdą dziedzinę życia. Od narodzin, po biznes, przez loty w kosmos i automat sprzedający colę na południu Botswany, po moją babcię, która urodziła się jeszcze przed wojną, a dziś korzysta ze Skypa.

Internet zmienił również naszą branżę. Od zwykłej korespondencji, przez poszukiwanie pracowników, klientów i kontrahentów, obsługę kancelarii i sądownictwo, po korzystanie z zasobów intelektualnych.

Dlaczego więc usługa PR nadal jest wykonywana tak, jakby był rok 1996?

Wiem, że to, co teraz piszę, wiele osób wkurza. I jeszcze wiele wkurzy w przyszłości. Być może stracę kilku stałych czytelników. Trudno.

Zazwyczaj jest tak, że kiedy w kancelarii jest dział PR, to robi on wszystko, aby prawnicy mieli masę zajęć. Wiele publikacji, wywiadów, konferencji, książek, komentarzy, itd. To pochłania wspólnikom tyle czasu, że trudno jest potem wygospodarować czas na pracę merytoryczną. Na coś, co jest kluczowe dla funkcjonowania tego przedsiębiorstwa.

I… żeby była pełna jasność … to jest ok. W sensie takim, że obecność w mediach jest ważna. Ale… dzisiaj jest Internet. Medium, które jest najważniejsze dla pozyskiwania klientów. Nie tylko zresztą w naszej branży. Klientów nie przynoszą już wystąpienia, wywiady, opinie, komentarze, publikacje. Tak było kiedyś. Klientów dzisiaj przynosi Internet.

Każda obecność w mediach tradycyjnych jest jednorazowa. Aby odniosło to skuteczność, tego rodzaju promocja musi być stała. Pt klient musi widzieć i czytać prawnika regularnie. Najlepiej w różnych formach medialnych. Czy ktoś liczył, ile kosztuje ten czas? Każdy artykuł dla byle gazety, to godzina najmniej. A ile tego się zbierze w miesiącu? W roku? To nie jest praca, która bezpośrednio przynosi zysk. To jest praca, która może przyniesie korzyść w przyszłości.

A tymczasem, wszystko to można zrobić dużo bardziej efektywnie.

Jak?

Zauważ, że wszystko co napiszesz w swoim blogu, albo co napisze Twój pracodawca, jest w sieci przez wiele lat. To nie są jednorazowe wystąpienia. To są treści, które są stale, STALE czytane przez masy ludzi. Tysiące. Raz wykonana robota przynosi wieloletnią promocję! NIE ma co porównywać jakiegokolwiek wystąpienia, nawet TVP, z blogiem! Wydajność i efektywność promocji w blogu, a w gazecie, to jak 1/10000.

Wystąpienia w mediach DAJĄ efekt w postaci klientów, ale wiesz kiedy? Kiedy Twój pracodawca powołuje się na swój blog. I wtedy jest ogromna szansa na zdobycie klienta, bo Ci, którzy widzą wystąpienia, zaglądają na blog. I jeśli jest to blog prowadzony prawidłowo i jest zajmujący (czyni, jak to nazywam, spustoszenie w układzie limbicznym czytelnika), to wówczas taka osoba zostaje przy blogu, a jeśli jest gotowa do zakupu usługi, kontaktuje się z autorem bloga.

Co więc zrobić?

Założyć wybitny blog i go promować przy okazji takich wystąpień.

Efekt?

Więcej klientów, lepszych klientów, spokojny biznes, i mniej wystąpień (wszelkiego rodzaju), a więc więcej czasu na pracę merytoryczną i większe zyski dla kancelarii.

******

Przykład, niestety zły, z mojej praktyki i jak ja to widzę.

Robiliśmy dla pewnej kancelarii strategię e-marketingową. Blog i to wszystko, czym się de facto zajmujemy. Wszystko zaczynało iść dobrze. Klienci z bloga zaczęli się pojawiać.

Wspólnicy zdecydowali się jednak zatrudnić PR managera.

Co on zrobił?

Przede wszystkim „pojechał po naszych” blogach w tej kancelarii. Z braku wiedzy i doświadczenia w zakresie e-marketingu zaczął wszystko zmieniać. Wszystko miało być „profesjonalne”. W efekcie blogi przestały być skuteczne. Ich autorzy byli skołowani. Stracili chęć do ich prowadzenia.

PR manager za to kwitł. Organizował eventy, konferencje, szkolenia, wywiady. I był zadowolony.

Dlaczego?

Bo on spełniał swoją rolę wzorowo. Od tego przecież był. Takie miał zadania. A że biznesowo było to kompletnie do bani, to już go nie obchodziło. Nie myślał o kancelarii – myślał o sobie.

Ten przykład z życia wzięty pokazuje, jak łatwo coś zepsuć, nie mając pojęcia do jakiej rzeki się wchodzi. Ale też pokazuje dobitnie, do czego prowadzi postrzeganie swoich obowiązków rodem z roku 1996.

Internet zmienił WSZYSTKO na świecie. A jeśli nie dotknął jakiejś dziedziny naszego życia, to nie możesz spać spokojnie myśląc, że wszystko zostanie tutaj po staremu. Wielu tak myślało. Tak padały globalne giganty mające masę pieniędzy na innowacje (vide Kodak).

Klienci biorą się z Internetu. Jeśli sądzisz, że nie, to się mylisz.

Sztuka polega tylko na tym, jak pokazać się w sieci, aby to było skuteczne i efektywne.

I dzisiejszy PR manager musi to brać pod uwagę.

Nie ma innej drogi.

Taki jest świat.

I kropka.

O autorze cytowanego wpisu

Rafał Chmielewski prowadzi firmę web.lex, która pomaga kancelariom prawniczym zdobywać klientów w sieci; jest także autorem cenionego i polecanego przeze mnie bloga, www.e-marketingprawniczy.pl.

%d blogerów lubi to: