Podcast S2E13: Nie tylko leady – 4 dźwignie wzrostu marketingu B2B

Cztery dźwignie wzrostu marketingu B2B
Co chwilę słyszę pytania dotyczące taktyk marketingu B2B:

  • Czy to działa?
  • Czy warto inwestować w reklamę?
  • A może lepiej robić podcasty?
  • Czy jednak reklamy albo SEO?

I moim zdaniem to są źle postawione pytania. To trochę tak, jakby zapytać mechanika: „Czy klucz francuski działa?” No działa, tylko najpierw wypadałoby ustalić, co właściwie próbujemy naprawić.

Podobnie jest z marketingiem. To, że jakaś taktyka jest skuteczna, nie oznacza jeszcze, że jest właściwa dla naszej firmy. Dlatego w tym odcinku „Rozmów B2B” opowiadam o czterech dźwigniach wzrostu, które może wykorzystać marketing B2B:

  • Wsparcie sprzedaży – jak skuteczniej docierać do klientów zainteresowanych zakupem i pomagać im wybrać naszą ofertę?
  • Budowanie marki – jak znaleźć się na krótkiej liście preferowanych dostawców i uniknąć konkurowania wyłącznie ceną?
  • Zrozumienie klientów – jak dzięki badaniom poprawić sprzedaż, znaleźć atrakcyjne segmenty i stworzyć naprawdę lepszą ofertę?
  • Wpływ na strategię – kiedy zamiast inwestować więcej w marketing, warto zastanowić się nad zmianą rynku, grupy docelowej, a nawet modelu biznesowego.

Jak działają te dźwignie? Jakie mają ograniczenia? I przede wszystkim: w jakiej sytuacji warto pociągnąć za którą z nich, żeby rzeczywiście zwiększyć sprzedaż, udział w rynku lub marżę?

Zapraszam do słuchania!

 

Subskrybuj podcast:

Notatki do odcinka:

Przeczytaj transkrypcję odcinka

Transkrypcja dostępna wkrótce

 

Wpisz swój adres e-mail, aby subskrybować tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach pocztą e-mail.

Analiza win-loss: dlaczego klienci B2B kupują (albo nie)?

Analiza win-loss

To, co najcenniejszego marketing może wnieść do firmy B2B, to zrozumienie klienta. Problem w tym, że w wielu organizacjach wiedza o klientach jest zmonopolizowana przez sprzedaż. To handlowcy prowadzą rozmowy, poznają problemy klientów, słyszą ich obiekcje i obserwują proces zakupowy. W efekcie to właśnie oni trzymają w ręku klucze do zrozumienia rynku.

Marketing otrzymuje tę wiedzę z drugiej ręki: przez CRM, rozmowy ze sprzedażą, notatki ze spotkań, interakcje potencjalnych klientów z komunikacją marketingową, czy mniej lub bardziej formalny feedback. Nie jest to zazwyczaj jednak regularny proces.

Marketerzy jednak mogę zrobić coś zrobić coś bardzo prostego, będącego w ich zasięgu ręki i niemal bezkosztowe: zacząć regularnie rozmawiać z klientami i niedoszłymi klientami.

I właśnie temu poświęcona jest książka Richarda Schrodera „From a Good Sales Call to a Great Sales Call”. (Nota bene: tytuł na tyle mnie zmylił. że książka, która wielokrotnie była mi polecana,  przeleżała u mnie na półce ładnych parę lat, bo byłem przekonany, że jest o… cold callingu. ;D)

To bardzo praktyczny podręcznik podręcznik pokazujący, jak zorganizować analizę win-loss, czyli systematyczny proces rozmów z firmami, które kupiły od nas produkt lub usługę, oraz z tymi, które ostatecznie wybrały inne rozwiązanie lub w ogóle zrezygnowały z zakupu.

Moim zdaniem jest to jedna z najbardziej dostępnych metod badawczych, które jest w zasięgu każdego marketeri B2B.

Co to jest analiza win-loss?

Analiza win-loss to badanie klientów po zakończeniu procesu sprzedaży. Rozmawiamy zarówno z tymi, których pozyskaliśmy (wins), jak i z tymi, których straciliśmy (loss). Chcemy zrozumieć m.in.:

  • dlaczego klient w ogóle rozpoczął poszukiwania?
  • jak wyglądał jego proces zakupowy?
  • jakie rozwiązania brał pod uwagę?
  • jakie kryteria były dla niego najważniejsze?
  • jak oceniał naszą ofertę?
  • jak oceniał konkurencję?
  • co przesądziło o ostatecznej decyzji?
  • co podczas procesu sprzedaży zrobiliśmy dobrze?
  • a co powinniśmy zrobić inaczej?

Kluczowa jest tutaj druga część definicji: badamy nie tylko klientów, którzy kupili, ale również niedoszłych klientów. To szczególnie istotne, bo analizowanie wyłącznie sukcesów bardzo łatwo prowadzi do błędnych wniosków.

Wyobraźmy sobie, że zauważamy, iż większość nowych klientów przed zakupem regularnie czytała nasze artykuły eksperckie. Łatwo dojść do wniosku: „Content marketing działa. Inwestujmy w niego więcej”. I być może jest to prawda, ale to klasyczny problem survivorship bias. Patrzymy na tych, którzy przeszli przez proces pomyślnie, i próbujemy na ich podstawie odtworzyć przyczyny sukcesu.

Analiza win-loss to metoda dokładnego zbadania obu stron tego sprzedażowego medalu.

Po co win-loss? Nie wystarczy sprzedawca?!

Argumentem przeciw wprowadzaniu analizy win-loss, może być przekonanie, że przecież sprzedawcy posiadają widzę dlaczego dane postępowanie skończyło się wygraną bądź przegraną. Wystarczy te informacje po prostu zapisać w CRM.

Autor opisuje wyniki ponad 200 projektów win-loss, w ramach których jego firma przeprowadziła tysiące rozmów z kupującymi. Porównywano przyczyny przegranej wskazane przez sprzedawców z tym, co później mówili klienci niezależnemu badaczowi.

Tylko w około 40% przypadków sprzedawca prawidłowo i kompletnie rozumiał powody przegranej. W kolejnych 28% znał część historii, ale brakowało mu istotnych informacji. W 32% jego diagnoza była po prostu błędna.  To bardzo mocne argumenty za tym, aby nie traktować pola „powód przegranej”, uzupełnianej przez sprzedawców jako ostatecznej prawdy.

Anegdotka: w pewnej firmie najczęstszym występującym powodem przegranej widziałem wpis… „oferta odrzucona przez klienta” :D. To wartość informacyjna porównywalna z kartką na drzwiach zamkniętego sklepu z napisem: „Zamknięte z powodu, że nieczynne” :D).

Prawda ukryta przed sprzedawcą

Problem nie wynika z tego, że sprzedawcy źle słuchają. Sama sytuacja sprzedażowa utrudnia uzyskanie szczerej odpowiedzi.

Po pierwsze, klient może zwyczajnie nie chcieć być niemiły dla sprzedawcy. Powiedzenie „nie” może być równie niekomfortowe dla kupującego jak dla sprzedającego. Dużo łatwiej więc powiedzieć „cena była za wysoka” niż wypunktować wszystkie potknięcia. Schroder wskazuje właśnie niechęć do urażenia sprzedawcy oraz obawę przed konfrontacją jako jedne z powodów, dla których prospects nie zawsze przekazują handlowcom pełny feedback.

Pod drugie proces kupna i sprzedaży to pewne gra, w której obie strony mają swoje interesy a nie neutralne badanie. Kupujący zazwyczaj nie ujawnia wszystkiego sprzedawcy. Budżet, rzeczywiste kryteria wyboru, wewnętrzna polityka organizacji czy preferowany dostawca mogą pozostawać ukryte. Podobnie sprzedawca nie ujawnia klientowi wszystkiego o swojej pozycji negocjacyjnej, marży czy minimalnej akceptowalnej cenie.

Czasami sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Proces ofertowy może być częściowo pozorowany, ponieważ klient ma już preferowanego dostawcę, ale potrzebuje dodatkowych ofert do spełnienia procedur zakupowych albo chce wykorzystać je w negocjacjach.

Dlatego analiza win-loss powinna być oddzielona od samego procesu sprzedaży.

I właśnie tutaj widzę bardzo dobrą rolę dla marketingu, który jest bardziej w tej sytuacji bezstronny niż sprzedawcy. Najważniejsze jest stworzenie sytuacji, w której respondent ma poczucie, że może mówić szczerze i że rozmowa nie jest kolejną próbą sprzedaży.

Win-loss kopalnią insight’ów!

Dobrze przeprowadzona analiza win-loss daje znacznie więcej niż listę powodów wygranych i przegranych transakcji. To jedno z nielicznych badań, które pozwala spojrzeć na proces sprzedaży oczami klienta i zobaczyć nie tylko to, co wydarzyło się w CRM-ie, ale również to, jak naprawdę przebiegał proces decyzyjny po stronie kupującego.

Typy informacji jakie pozyskamy dzięki analizie win-loss:

  • Prawdziwy proces zakupowy – CRM pokazuje przede wszystkim proces sprzedaży: kolejne etapy lejka, spotkania, oferty i aktywności handlowca. Klient może natomiast opowiedzieć o czymś znacznie cenniejszym – o swoim procesie zakupu. A te dwie perspektywy nie zawsze się pokrywają.
    Może się na przykład okazać, że osoba, z którą handlowiec prowadził większość rozmów, wcale nie była rzeczywistym decydentem. Na końcową decyzję mógł mieć kluczowy wpływ ktoś z finansów, IT, procurementu albo zarządu, z kim nigdy nie mieliśmy bezpośredniego kontaktu. Taka wiedza jest niezwykle cenna, ponieważ pozwala lepiej zrozumieć strukturę komitetu zakupowego i skuteczniej projektować kolejne procesy sprzedaży.
  • Rzeczywiste powody przegranych – „Cena”, „brak budżetu” czy „wybrano konkurencję” to jedne z najczęstszych powodów przegranej wpisywanych do CRM. Problem w tym, że same w sobie niewiele wyjaśniają.
    Jeśli klient mówi, że konkurent był lepszym wyborem, warto dowiedzieć się, co dokładnie za tym stało. Być może wcale nie chodziło o cenę, lecz o lepsze pokazanie wartości, silniejszą markę, bardziej przekonujące referencje, brakującą funkcję, prostsze wdrożenie albo niższe postrzegane ryzyko. Analiza win-loss pozwala zejść poziom głębiej i zrozumieć nie tylko co zdecydowało o wyniku, ale również dlaczego dany czynnik okazał się dla klienta istotny.
  • Input do procesu sprzedaży – Jeżeli podobne uwagi zaczynają powtarzać się w wielu rozmowach, mogą bardzo precyzyjnie wskazać słabe punkty procesu sprzedaży. Klienci mogą zwracać uwagę na zbyt techniczne demo, trudne do zrozumienia oferty, zbyt późne angażowanie osób decyzyjnych, brak materiałów pomagających zbudować business case albo po prostu zbyt długi i skomplikowany proces.
    Taki feedback można go bezpośrednio przełożyć na szkolenia, materiały sprzedażowe i działania z obszaru sales enablement.
  • Input dla marketingu – Analiza win-loss odpowiada również na pytania, których nie pokaże żadne narzędzie analityczne. Google Analytics powie nam, skąd ktoś przyszedł i co kliknął, ale nie wyjaśni, co wiedział o naszej marce przed rozpoczęciem procesu zakupowego, dlaczego zainteresował się właśnie nami ani które informacje rzeczywiście pomogły mu podjąć decyzję. Możemy też zrozumieć, jakie obietnice marketingowe naprawdę miały znaczenie przy wyborze dostawcy.
    To bardzo wartościowy materiał do pracy nad strategią treści, pozycjonowaniem marki, komunikacją i generowaniem popytu.
  • Niezaspokojone potrzeby – Rozmowy win-loss są także wartościowym źródłem wiedzy dla zespołu produktowego. Klienci mogą pokazać nam, dlaczego w ogóle zaczęli szukać rozwiązania, czego brakowało im w dostępnych opcjach i jakie kompromisy byli gotowi zaakceptować.
    Szczególnie interesujące są potrzeby, których wcześniej nie uznawaliśmy za istotne. Jeśli podobne oczekiwania regularnie pojawiają się w kolejnych wywiadach, mogą stać się ważnym inputem do rozwoju produktu lub oferty.
  • Wgląd w przewagi i słane strony konkurencji – Analiza win-loss jest świetnym źródłem informacji na temat konkurencji. Klient, który właśnie zakończył proces zakupowy i porównał kilku dostawców, wykonał sporą część pracy badawczej za nas. Widział prezentacje konkurencji, zna jej argumenty, otrzymał ofertę i potrafi porównać sposób, w jaki poszczególne firmy pozycjonują swoje rozwiązania. Często wie też bardzo dobrze, gdzie konkurent był mocniejszy od nas, a gdzie wypadał słabiej.
    Seria takich rozmów daje znacznie pełniejszy obraz rynku niż analiza stron internetowych konkurentów czy battlecardów tworzonych wyłącznie na podstawie publicznie dostępnych informacji.

Gotowa recepta na analizę win-loss

Największą zaletą książki „From a Good Sales Call to a Great Sales Call” jest dla mnie jej praktyczność. To praktyczny przewodnik po tym jak

Między innymi:

  • jak wprowadzić debrief jako stały element procesu sprzedaży?
  • kiedy zapowiedzieć klientowi późniejszą rozmowę?
  • jak zwiększyć odsetek klientów gotowych wziąć udział w badaniu?
  • jak zaprojektować kwestionariusz?
  • jakie pytania zadawać?
  • jak prowadzić sam wywiad?
  • jak unikać sugerowania odpowiedzi?
  • jak analizować pojedyncze rozmowy?
  • jak agregować wyniki by przekładać powtarzające się obserwacje na zmiany w sprzedaży i organizacji?

Właśnie dlatego traktowałbym tę książkę nie jako typową książkę sprzedażową, ale jako podręcznik wdrożenia analizy win-loss w B2B.

Analiza win-loss też ma ograniczenia

Oczywiście nie ma jednej cudownej metody badawczej i analiza win-loss również nią nie jest.

Jej największe ograniczenie widzę w doborze badanych. Rozmawiamy z firmami, które zaszły już odpowiednio daleko w procesie zakupowym. Coś sprawiło, że zainteresowały się naszą kategorią, marką lub ofertą na tyle, aby wejść w rozmowę ze sprzedażą. Analiza win-loss niewiele mówi natomiast o znacznie większej grupie firm, do których dotarliśmy, ale które w ogóle nie zareagowały.

Nie odpowie więc na wszystkie pytania marketingowe i nie zastąpi innych form badań rynku. Mimo to ma jedną ogromną zaletę: jest relatywnie prosta, tania i można zacząć ją prowadzić praktycznie od razu. A w świecie B2B, w którym wiele zespołów marketingowych wciąż nie prowadzi żadnych regularnych badań klientów, to już bardzo dużo.

Pod tym względem książka Schroder’a przypomina mi „They Ask, You Answer” Sheridan’a. Obie dają prostą metodę, którą można wdrożyć szybko. W przypadku „They Ask, You Answer” to tworzenie treści wspierających sprzedaż. W przypadku „From a Good Sales Call to a Great Sales Call” to lepsze zrozumienie tego, dlaczego klienci kupują albo rezygnują.

I właśnie dlatego tę książkę zdecydowanie polecam każdemu marketerowi B2B.

„From a Good Sales Call to a Great Sales Call”, Richard M. Schroder:
Kup książkę na Amazon

PS. Jeśli chcesz wdrożyć lub zlecić analizę Win Loss w twojej firmie – to mogę ci w tym pomóc.

Wpisz swój adres e-mail, aby subskrybować tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach pocztą e-mail.

Podcast S2E12: Pułapka KPI w marketingu B2B – wszystko na zielono a biznes nie rośnie

Pułapka KPI w marketingu B2B

Wyobraź sobie taką sytuację: Jest koniec kwartału i na spotkaniu zarządu szef marketingu pokazuje dashboard, na którym:

  • Ruch na stronie, wzrósł.
  • Liczba leadów jest powyżej planu.
  • a koszt leada spadł.

Wszystkie lampki świecą się na zielono. Jest tylko jeden drobny problem. Sprzedaż nie rośnie, pipeline jest słaby, a szef sprzedaży (jak zwykle) narzeka, że leady są kiepskie. Na domiar złego, gdy robisz analizę win-loss i pytasz klientów dlaczego wybrali konkurenta okazuje się, że połowa z nich właściwie nie znała marki firmy.

Czy pomimo osiągnięcie KPI-ajów marketing odniósł sukces?

To pytanie prowadzi do znacznie szerszego problemu: czy KPI rzeczywiście pomagają nam zarządzać marketingiem B2B, czy czasem tylko dają złudzenie kontroli? KPI są oczywiście potrzebne, ale czasem chyba próbujemy zrobić z nich coś, czym nie są: strategię, system zarządzania, a bywa że i również system motywacyjny.

Zapraszam do wysłuchania odcinka podcastu „Rozmowy B2B” poświęconego KPI’ajom w kontekście zarządzania marketingiem.

 

Subskrybuj podcast:

Notatki do odcinka:

W jakim miejscu będziesz za rok?

W jakim miejscu będzie Twój marketing za rok?

Jestem pewien, że masz już plany związane z tym, co chciałbyś osiągnąć w obszarze marketingu w nadchodzącym roku. Dlatego chciałbym Cię namówić na refleksję jak ich realizacja może wpłynąć na pozycję rynkową Twojej firmy ale też i Twoją osobistą pozycję w organizacji, w której pracujesz.

Czy za rok o tej samej porze będziesz mógł powiedzieć, że jesteś w zupełnie innym, lepszym miejscu?
Czy właściwie to niewiele się zmieni?

Większość klientów nic nie kupi

Po pierwsze, musisz zdać sobie sprawę, że w nachodzącym roku większość Twoich klientów NIC od Ciebie nie kupi, i to właściwie bez względu na wszelkie wysiłki marketingowe oraz sprzedażowe.

Szokujące? Wcale nie. To logiczna i bezpośrednia konsekwencja tzw. reguły 95:5, która mówi o tym, że danym momencie jedynie niewielka część rynku (około 5%) jest w sytuacji zakupu danej kategorii produktów lub usług. W zależności od tego jak ta proporcja wygląda w Twojej kategorii oraz tego jak długo trwa proces zakupowy, prawdopodobnie tylko kilka owych pięcioprocentowych kohort klientów znajdzie się w trybie zakupu (ang. in-market) na przestrzeni najbliższego roku.

(W artykule Reguła 95:5 czyli dlaczego możesz sprzedawać tylko do 5% klientów znajdziesz szczegółowy opis tego zjawiska, oraz plik Excela, w którym będziesz mógł obliczyć ile wynosi stosunek kupujących do nie kupujących w Twojej kategorii).

Wobec tego, bez względu jakie działania skierowane do rynku zaplanowałeś na najbliższy rok to zawsze będą one oddziaływały na jedną z dwóch grup potencjalnych klientów:

  • in-market – tych, którzy będą aktywnie poszukiwać produktu, usługi lub rozwiązania w Twojej kategorii
  • out-of-market – tych, którzy z różnych względów, nie będą w najbliższym roku w owym „trybie zakupowym”.

Wsparcie sprzedaży?

Zastanówmy się, co jeśli w nadchodzącym roku to bezpośrednie wsparcie sprzedaży będzie Twoim najważniejszym celem?

W takim wypadku działania będą skierowane do klientów in-market, czyli tych którzy właśnie w przyszłym roku będą rozważać zakup w Twojej kategorii produktów lub usług. Prawdopodobnie Twoje wysiłki będą się koncentrować na takich obszarach jak:

  • Tworzenie treści wspierających proces zakupu (np. wg. metodyki „They Ask You Answer„)
  • Wykorzystanie tych treści do zwiększenia widoczności w wyszukiwarkach (SEO oraz Inbound)
  • Wdrożenie automatyzacji związanych z generowaniem leadów (np. w formie marketing automation)
  • Usprawnienie procesu ofertowego (np. poprzez analizę Win/Loss)
  • Zwiększenie dotarcia z ofertą do kupujących za pomocą reklamy
  • itp.

To wszystko może być świetną inwestycją, która na koniec roku doprowadzi do osiągnięcia zakładanych wyników sprzedaży. Być może w ten sposób stworzysz zasób treści i procesów, który usprawni sprzedaż czyniąc ją szybszą i tańszą: klienci posiadający dostęp do wszystkich niezbędnych informacji nie będzie zawracał głowy handlowcom.

Niemniej to wszystko pozostanie prawdopodobnie zignorowane w nachodzącym roku przez większość Twoich potencjalnych klientów!

Nie dlatego, że zrobiłeś coś źle, ale dlatego, że po prostu większość z nich w ogóle ani potrzebowała ani poszukiwała Twoich produktów lub usług, a więc nie będzie w ogóle reagowała na komunikaty kierowane do kupujących. Bo oni tymi kupującymi po prostu nie będą…

  • Może są związani z kontraktem z innym dostawcą, który jeszcze trwa?
  • Może są jeszcze za mali aby skorzystać z Twojej oferty?
  • Może po prostu w tym roku będą skupieni na innych priorytetach biznesowych, niż ten, którego dotyczy Twoja oferta?

W konsekwencji pomimo tych wszystkich inwestycji za rok Twoja firma będzie właściwe znajdowała się tej samej pozycji rynkowej, w jakiej znajduje się dziś. Co prawda ci, którzy w trakcie najbliższego roku kupią (lub przynajmniej będą rozważać taki zakup), a więc wejdą w kontakt z twoją marką to zbudują sobie jakiś jej obraz, ale będzie to wciąż niewielki procent całego rynku. W kolejnych latach dla kolejnych kohort potencjalnych klientów wchodzących na rynek, wciąż będziesz nową, nieznaną lub mało znaną marką, z którą do tej pory nie mieli styczności.

Marka?

Ale może Twoje plany zakładają przede wszystkim osiągnięcie celów związanych z marką?

Jeśli tak, to prawdopodobnie masz pomysły na to by dotrzeć do tych wszystkich klientów, którzy w najbliższym roku co prawda z różnych względów nie kupią (znów reguła 95:5 się kłania), ale dzięki Twoim działaniom nie tylko będą kojarzyli twoją markę, być może nawet będą uważali ja za wiodącego dostawcę.

W takim wypadku planujesz prawdopodobnie:

To wszystko może być świetną inwestycją budującą rozpoznawalną markę B2B. Dzięki niej potencjalni klienci nie tylko będą świadomi istnienia Twojego rozwiązania, ale być może będą je preferowali, tzn. będą skłonni zapłacić więcej niż za rozwiązania konkurencji. To jeden 4 efektów silnej marki w marketingu B2B. A jak zapewne wiesz marketing może wpłynąć  na wynik finansowy najsilniej właśnie poprzez umożliwienie realizacji wyższej marży a nie poprzez zwiększenie wolumenu sprzedaży.

Niemniej jednak, nawet jeśli zrobisz fantastyczną robotę zbudowania w umysłach Twoich potencjalnych klientów świadomości i preferencji marki to wpływ tego wszystkiego ma sprzedaż w nadchodzącym roku może być stosunkowo niewielki, ponieważ większość efektu zmaterializuje się dopiero w kolejnych latach. To opóźnienie to znów bezpośrednia konsekwencja reguły 95:5.

Wsparcie sprzedaży + marka!

Dlatego chciałbym ci życzyć, by w nadchodzącym roku udało ci się zrealizować plany dotyczące obu tych obszarów: i wsparcia sprzedaży, i tworzenia silnej marki.

Dzięki temu będziesz dysponował nie tylko sprawnie działającą maszyną sprzedażową, ale również spowodujesz, że Twoja firma zagwarantuje sobie pozycję nie tylko jednego z podmiotów, którego ofertę warto rozważyć, ale może nawet i preferowanego dostawcy, za którego rozwiązania warto zapłacić więcej.

Wierzę, że kombinacja obu tych perspektyw: krótkoterminowego wsparcia sprzedaży oraz długofalowego budowania marki sprawi, że ten rok będzie jak kolejny szczebel na drabinie prowadzącej do rozwoju Twojej firmy oraz Twojej kariery.

Wpisz swój adres e-mail, aby subskrybować tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach pocztą e-mail.