Czy do budowy marki nadają się treści sprzedażowe?

marka, branded performance marketing, brandformance

Wielokrotnie słyszałem wypowiedzi marketerów B2B podważające sens „specjalnych” działań marketingowych nastawionych na budowanie rozpoznawalności oraz preferencji marki, np. w stylu:

„lepiej inwestować w rzeczy, które jednocześnie budują i sprzedaż, i markę”

„i tak docieramy do naszych  klientów z ofertą, więc przy okazji również budujemy markę”

„bez sensu wydawać pieniądze na osobne inicjatywy”

Czy zatem stosownie treści sprzedażowych do wsparcia sprzedaży oraz do budowy marki na zasadzie „dwa w jednym” to sprytny sposób na efektywność? Niestety nie. Jest dokładnie odwrotnie!

Poniżej postaram się wytłumaczyć, dlaczego.

Po co marka?

Zanim przejdziemy do argumentacji, przypomnijmy po co w ogóle budować silną markę?

Marka to skojarzenie, które możemy utrwalić w mózgach naszych przyszłych klientów. Chodzi o to, że gdy w przyszłości staną oni przed sytuacją zakupową (w B2B najczęściej chodzi o wybór metody i dostawcy rozwiązania problemu biznesowego) to naturalnym rozwiązaniem, które przyjdzie im do głowy będzie właśnie nasza marka.

Od tego skojarzenia zależy nie tylko skuteczność sprzedaży, która potrafi być nawet 10 krotna na korzyć silnej mak, ale co jeszcze ważniejsze skłonności do akceptacji przez kupujących wyższej ceny co bezpośrednio przekłada się na marżę oraz zyskowność.

Po szczegółowe informacje na jakiej dokładnie zasadzie marka wpływa na decyzje kupujących w B2B oraz po wyniki badań to potwierdzające odsyłam do podcastu Podcast S2E9: Marka w marketingu B2B oraz artykułu 4 efekty silnej marki w marketingu B2B.

Dwa dramatycznie odmienne stany klientów

Aby znaleźć metodę na efektywne budowanie skojarzenia z marką w mózgach naszych klientów, musimy wpierw zrozumieć tzw. regułę 95:5. Wyjaśnia ona dlaczego potencjalni klienci mogą znajdować się w dwóch, dramatycznie odmiennych stanach:

  • in-market (około 5% rynku) – to osoby, które aktywnie poszukują produktu lub usługi w twoje kategorii; w danym momencie stanowią one jedynie niewielką część rynku.
  • out of market (około 95% rynku) – to osoby, które nie są zainteresowane zakupem i to zazwyczaj z przyczyn od nas niezależnych: dokonały już zakupu, rozwiązały swój problem biznesowy inaczej lub po prostu mają inne priorytety; w danym momencie stanowią one olbrzymią większość rynku.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o regule 95:5 oraz o jej konsekwencjach dla sprzedaży i marketingu B2B przeczytaj poświęcony temu artykuł: Reguła 95:5 czyli dlaczego możesz sprzedawać tylko do 5% klientów.

W oczywisty sposób owe grupy „in-market” oraz „out-of-market” mają dramatycznie różny poziom zainteresowania daną ofertą a więc i ich potrzeby informacyjne tych grup będą odmienne.

Dwie dramatycznie odmienne potrzeby informacyjne

Aby móc zilustrować jak bardzo różne są potrzeby informacyjne obu grup posłużę się przykładem:

Wyobraź sobie, że jesteś posiadaczem samochodu a więc i potencjalnym klientem na polisę ubezpieczeniową. Jakimi informacjami będziesz się interesował, w sytuacji gdy będziesz musiał taką polisę kupić lub przedłużyć (a więc będziesz klientem „in-market”)? Będą to oczywiście szczegóły ofert poszczególnych towarzystw ubezpieczeniowych. Będziesz chciał wiedzieć:

  • ile takie ubezpieczenie kosztuje?
  • jaki jest zakres ubezpieczenia?
  • na jakie zniżki możesz liczyć?
  • jakie wygląda procedura likwidacji ewentualnej szkody?
  • być może nawet przeczytasz  OWU (ogólne warunki ubezpieczenia)
  • itp.

Wszystko po to, by porównać oferty i wybrać twoim zdaniem najlepszą.

Jednak po kilku godzinach, które przeznaczysz na ten proces zakupu problem polisy na najbliższy najbliższy rok masz już z głowy a więc jesteś klientem „out-0f-market”. Czy przez resztę roku będziesz studiował oferty towarzystw ubezpieczeniowych? Absolutnie nie! Jeśli zadzwoni do ciebie jakiś agent ubezpieczeniowy, który będzie chciał cię zainteresować szczegółami oferty, które jeszcze przed chwilą sam pilnie studiowałeś (sic!) wykrzykniesz mu bez zastanowienia do słuchawki: „Dziękuję, ale nie jestem zainteresowany!”.

Dokładnie tak samo zachowują się klienci w B2B.

W sytuacji, gdy są w trybie zakupu (in-market) kategorii rozwiązania problemu biznesowego i rozważają Twoją firmę jako dostawcę, to będą szalenie zainteresowani. Wszystkim. Od ceny aż po szczegółowe pytania na temat cech produktu, jego zalet, zastosowania, potencjalnych problemów, opinii i doświadczeń innych itd. Tych pytań jest tak dużo, że aż powstała książka, która poświęcona jest jedynie metodyce odpowiadania na te wszystkie pytania: „They ask you answer”, czyli odpowiedz na pytania klientów .

Jeśli jednak nie są w trybie zakupu (out-of-market), to tymi wszystkimi informacjami nie są zainteresowani. Dlaczego? Bo są skupieni na innych problemach i priorytetach, a więc te informacje nie są im w tym momencie po prostu niepotrzebne. A co robi ludzki mózg z niepotrzebnymi informacjami? Filtruje i usuwa.

Informacje sprzedażowe (np. w formie reklamy produktowej, cold calling lub cold e-mailingu lub generowania leadów), z którymi chcesz dotrzeć do osób out-of-market są więc nie tylko ignorowane, one są traktowane jak szum informacyjny, dlatego często pozostają niezauważone, a jeśli już, to uznane za nieistotne i nie warte zapamiętania. To stąd właśnie bierze się tzw. „ślepota banerowa”.

Treści sprzedażowe są więc ignorowane przez 95% potencjalnych klientów, a więc przez prawie cały rynek! Dlatego między innymi aktywna sprzedaż to ryzyko niskiej skuteczności i marży, a koncepcje typu „dwa w jednym” (jak na przykład „branded performance marketing”, która nawołuje do unifikacji komunikacji) nie mają moim zdaniem sensu.

Czym zainteresować (prawie cały) rynek?

Jak dotrzeć do tej niezainteresowanej, 95-procentowej większości? Co do zasady istnieją 2 opcje:

  • Opcja 1: Stworzyć coś co tę grupę zainteresuje – to na pewno nie jest katalog twoich produktów ani ich specyfikacja, bo jako nie-kupujących ich w tym momencie to ich nie interesuje. Więc to musi być coś co jest w gruncie rzeczy niezależne od produktu. W B2B to najczęściej tręści edukacyjne (choć nie zawsze) – to nic innego jak bardzo popularny w B2B content marketing.
  • Opcja 2: Wykorzystać zainteresowanie cudzymi teściami – można umieścić informację o swojej marce obok czyiś treści, którymi jest zainteresowana moja grupa docelowa – to nic innego jak reklama wizerunkowa.

Przykłady opcji 1:

Powyżej przykład podcastu „Co rzecze rzecznik”, który jest programem content marketingowym agencji komunikacyjnej Lorem Ipsum Team. Zwróć uwagę, że nie ma w nim ani słowa słowa na temat ich oferty! Celem jest dostarczenie informacji, które są ciekawe i inspirujące dla ich grupy docelowej, czyli rzeczników prasowych – nie zależnie od tego, czy szukają w danej chwili agencji takiej jak Lorem Ipsum czy nie.

Przykład opcji 2:

Powyżej przykład reklamy wizerunkowej ubezpieczeń komunikacyjnych. Zwróć uwagę, że nie skupia się ona na szczegółach oferty ubezpieczeniowej UNIQA, o której danym momencie 95% rynku nie chce słyszeć. Reklama to odwołuje się do bohaterów filmu „Chłopaki nie płaczą”, bo jej zbudowanie w pamięci odbiorców marki, po to, by znalazła się ona w grupie rozważanych, gdy przyjdzie moment wyboru.

Marki nie zbudujesz treściami sprzedażowymi

Co zatem z pomysłem by zaoszczędzić na „specjalnych” działaniach marketingowych nastawionych na budowanie rozpoznawalności oraz preferencji marki i skupić się wyłącznie na treściach sprzedażowych?

Treści wsparcia sprzedaży mają oczywiście ważną funkcję: wpływają na decyzję zakupową tych 5%, które dziś jest in-market, jednak (jak mam nadzieję wykazałem powyżej) są mało skuteczne w komunikacji do całego rynku.

Jakie będą więc konsekwencje posługiwania się wyłącznie w nadziei, że będą i pomagały sprzedaż, i jednocześnie będą utrwalać w mózgach przyszłych klientów?

Konsekwencje będą opłakane i pojawią się w następującej sekwencji:

  1. Treści wsparcia sprzedaży wpływają na 5% rynku, czyli osoby in-market, które właśnie ich potrzebują.
  2. Jednocześnie zostaną zignorowane przez całą resztę rynku, czyli 95% out-of-market.
  3. Część z tych 95% markę po prostu zapomni lub zostanie ona wyparta w ich umysłach przez marki konkurencyjne, które w tym czasie będą prowadziły aktywne i interesujące ich działania.
  4. W efekcie, jeśli marka miała jakikolwiek poziom rozpoznawalność i preferencji, to będzie on spadać.
  5. W kolejnym okresie, mniejsza część kolejnej pięcioprocentowej kohorty klientów in-market wchodząca na rynek w poszukiwaniu produktów z twojej kategorii będzię znała lub preferowała Twoją markę.
  6. Skuteczność treści wsparcia sprzedaży wobec tej grupy będzie nieco mniejsza – choć oczywiście odnotujesz krótkoterminowy wzrost sprzedaży.
  7. W kolejnym okresie, kolejna pięcioprocentowa kohorta in-market wejdzie na rynek w poszukiwaniu produktów z twojej kategorii. Ale tym razem jeszcze mniejsza część z nich będzię znała lub preferowała Twoją markę.
  8. Skuteczność treści wsparcia sprzedaży, tym razem będzie jeszcze mniejsza niż poprzednio choć oczywiście znów odnotujesz krótkoterminowy wzrost sprzedaży, choć mniejszy niż poprzednio.

I tak dalej, aż do zupełnej erozji rozpoznawalności Twojej marki.

Ten efekt został dokładnie zbadany na podstawie analizy niemal tysiąca kampanii marketingowych oraz opisany przez Les Binet’a i Petera Field’a w fundamentalnej moim zdaniem książce The Long and the Short of It.

Marketing ROI prowadzi do erozji marży i sprzedaży

Źródło: „Long and Short of It”, L. Binet, P. Field.

W realiach B2B oznacza to, że następuje odwrócenie pozytywnych efektów znajomości marki:

Obawiam się jednak, że wielu marketerów będąc pod presją dostarczenia szybkich wyników nie jest wstanie wywalczyć środków na działania nakierowane na budowanie świadomości marki. Nie ułatwia fakt, że ich efekty materializują się z dużym opóźnieniem (excel do wyliczenia opóźnienia tutaj), oraz że nie da się na wyliczyć marketing ROI z inwestycji markę.

Czy w małych firmach podział na markę i wsparcie sprzedaży ma sens?

Pojawiają się głosy, że rozróżnienie między budowaniem marki a bezpośrednim wsparciem sprzedaży ma sens tylko w dużych firmach dysponującymi dużymi budżetami. Małe i średnie przedsiębiorstwa nie mogą sobie pozwolić na taki luksus. W ich przypadku aby móc osiągnąć jakikolwiek efekt, należy skoncentrować się na działaniach typu „dwa w jednym”.

Moim zdaniem to poważny błąd!

Mały budżet nie sprawia przecież, że znikają różnice między klientami, którzy są dziś gotowi kupić, a tymi, którzy nie są:

  • Klienci in-market nadal szukają konkretów: ceny, parametrów, porównań, wdrożenia, ryzyka, referencji.
  • Klienci out-of-market nadal nie mają powodu interesować się przekazem sprzedażowym, bo w danym momencie nie planują zakupu.

Te dwie grupy mają odmienne potrzeby informacyjne niezależnie od tego, czy mówimy o korporacji, czy o firmie zatrudniającej kilkanaście osób.

Właśnie dlatego argument, że mała firmy muszą robić marketing „dwa w jednym” brzmi rozsądnie tylko na pierwszy rzut oka. W praktyce to próba stworzenia jednego komunikatu dla dwóch zupełnie różnych sytuacji zakupowych daje łatwy do przewidzenia efekt: dla osób gotowych kupić taki komunikat bywa zbyt ogólny, a dla reszty rynku zbyt sprzedażowy, by chcieli poświęcić mu uwagę – zatem skuteczność komunikacji spada w przypadku wszystkich odbiorców.

Innymi słowy, mały budżet nie znosi potrzeby wyboru. Przeciwnie – zmusza do jeszcze większej precyzji!

Jeśli twoim problem są ograniczone środki to rozsądnym wyjściem jest nie rozmywanie komunikatu by koniecznie dotrzeć do większego rynku, ale skupienie się na mniejszym rynku. W szczegółach opisywałem to tutaj: Czy twój budżet na marketing jest za mały?

Nie jest również prawdą, że budowanie marki musi oznaczać wielomilionowe kampanie wizerunkowe, na które MŚP po prostu nie stać. Istnieje mnóstwo sposobów na budowę marki (czyli dotarcie do klientów out-of-market z informacjami, które ich interesują), nie wydając milionów na masową reklamę.

Przykłady:

To nie są przykłady za miliony.

To wszystko oczywiście nie zmienia faktu, że małe firmy mają problem, którego nie wolno ignorować: presję przetrwania. Jeżeli przedsiębiorstwo jest na takim etapie, że brak kilku klientów w najbliższym kwartale może zagrozić jej przetrwaniu, to bezpośrednie wsparcie sprzedaży musi mieć pierwszeństwo. Ale jak pokazują badania, nawet i tym przypadku, optymalny marketing skutkujący najszybszym wzrostem powinien istotną część budżetu przeznaczać na budowanie marki.

Mała marka vs duża marka vs lider rynku - optymalny podział budżetu (Peter Fields)

Ale z tego nie wynika, że dla małych firm podział na markę i sprzedaż nie ma sensu. Wynika z tego jedynie, że proporcje powinny być inne.

Dlatego właściwe pytanie nie brzmi: „czy mała firma powinna wybierać między marką a sprzedażą?”. Właściwe pytanie brzmi: „jak mała firma powinna rozdzielić ograniczone zasoby między cele krótkoterminowe i długoterminowe?”. Odpowiedź nie polega na mieszaniu wszystkiego w jednym przekazie.

* * *

A czy Twoja komunikacja marketingowa jest w całości nastawiona wyłącznie na wsparcie sprzedaży, czy też zawiera treści, który może zainteresować tych, którzy dziś na pewno klientami nie zostaną?

Wpisz swój adres e-mail, aby subskrybować tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach pocztą e-mail.

W jakim miejscu będziesz za rok?

W jakim miejscu będzie Twój marketing za rok?

Jestem pewien, że masz już plany związane z tym, co chciałbyś osiągnąć w obszarze marketingu w nadchodzącym roku. Dlatego chciałbym Cię namówić na refleksję jak ich realizacja może wpłynąć na pozycję rynkową Twojej firmy ale też i Twoją osobistą pozycję w organizacji, w której pracujesz.

Czy za rok o tej samej porze będziesz mógł powiedzieć, że jesteś w zupełnie innym, lepszym miejscu?
Czy właściwie to niewiele się zmieni?

Większość klientów nic nie kupi

Po pierwsze, musisz zdać sobie sprawę, że w nachodzącym roku większość Twoich klientów NIC od Ciebie nie kupi, i to właściwie bez względu na wszelkie wysiłki marketingowe oraz sprzedażowe.

Szokujące? Wcale nie. To logiczna i bezpośrednia konsekwencja tzw. reguły 95:5, która mówi o tym, że danym momencie jedynie niewielka część rynku (około 5%) jest w sytuacji zakupu danej kategorii produktów lub usług. W zależności od tego jak ta proporcja wygląda w Twojej kategorii oraz tego jak długo trwa proces zakupowy, prawdopodobnie tylko kilka owych pięcioprocentowych kohort klientów znajdzie się w trybie zakupu (ang. in-market) na przestrzeni najbliższego roku.

(W artykule Reguła 95:5 czyli dlaczego możesz sprzedawać tylko do 5% klientów znajdziesz szczegółowy opis tego zjawiska, oraz plik Excela, w którym będziesz mógł obliczyć ile wynosi stosunek kupujących do nie kupujących w Twojej kategorii).

Wobec tego, bez względu jakie działania skierowane do rynku zaplanowałeś na najbliższy rok to zawsze będą one oddziaływały na jedną z dwóch grup potencjalnych klientów:

  • in-market – tych, którzy będą aktywnie poszukiwać produktu, usługi lub rozwiązania w Twojej kategorii
  • out-of-market – tych, którzy z różnych względów, nie będą w najbliższym roku w owym „trybie zakupowym”.

Wsparcie sprzedaży?

Zastanówmy się, co jeśli w nadchodzącym roku to bezpośrednie wsparcie sprzedaży będzie Twoim najważniejszym celem?

W takim wypadku działania będą skierowane do klientów in-market, czyli tych którzy właśnie w przyszłym roku będą rozważać zakup w Twojej kategorii produktów lub usług. Prawdopodobnie Twoje wysiłki będą się koncentrować na takich obszarach jak:

  • Tworzenie treści wspierających proces zakupu (np. wg. metodyki „They Ask You Answer„)
  • Wykorzystanie tych treści do zwiększenia widoczności w wyszukiwarkach (SEO oraz Inbound)
  • Wdrożenie automatyzacji związanych z generowaniem leadów (np. w formie marketing automation)
  • Usprawnienie procesu ofertowego (np. poprzez analizę Win/Loss)
  • Zwiększenie dotarcia z ofertą do kupujących za pomocą reklamy
  • itp.

To wszystko może być świetną inwestycją, która na koniec roku doprowadzi do osiągnięcia zakładanych wyników sprzedaży. Być może w ten sposób stworzysz zasób treści i procesów, który usprawni sprzedaż czyniąc ją szybszą i tańszą: klienci posiadający dostęp do wszystkich niezbędnych informacji nie będzie zawracał głowy handlowcom.

Niemniej to wszystko pozostanie prawdopodobnie zignorowane w nachodzącym roku przez większość Twoich potencjalnych klientów!

Nie dlatego, że zrobiłeś coś źle, ale dlatego, że po prostu większość z nich w ogóle ani potrzebowała ani poszukiwała Twoich produktów lub usług, a więc nie będzie w ogóle reagowała na komunikaty kierowane do kupujących. Bo oni tymi kupującymi po prostu nie będą…

  • Może są związani z kontraktem z innym dostawcą, który jeszcze trwa?
  • Może są jeszcze za mali aby skorzystać z Twojej oferty?
  • Może po prostu w tym roku będą skupieni na innych priorytetach biznesowych, niż ten, którego dotyczy Twoja oferta?

W konsekwencji pomimo tych wszystkich inwestycji za rok Twoja firma będzie właściwe znajdowała się tej samej pozycji rynkowej, w jakiej znajduje się dziś. Co prawda ci, którzy w trakcie najbliższego roku kupią (lub przynajmniej będą rozważać taki zakup), a więc wejdą w kontakt z twoją marką to zbudują sobie jakiś jej obraz, ale będzie to wciąż niewielki procent całego rynku. W kolejnych latach dla kolejnych kohort potencjalnych klientów wchodzących na rynek, wciąż będziesz nową, nieznaną lub mało znaną marką, z którą do tej pory nie mieli styczności.

Marka?

Ale może Twoje plany zakładają przede wszystkim osiągnięcie celów związanych z marką?

Jeśli tak, to prawdopodobnie masz pomysły na to by dotrzeć do tych wszystkich klientów, którzy w najbliższym roku co prawda z różnych względów nie kupią (znów reguła 95:5 się kłania), ale dzięki Twoim działaniom nie tylko będą kojarzyli twoją markę, być może nawet będą uważali ja za wiodącego dostawcę.

W takim wypadku planujesz prawdopodobnie:

To wszystko może być świetną inwestycją budującą rozpoznawalną markę B2B. Dzięki niej potencjalni klienci nie tylko będą świadomi istnienia Twojego rozwiązania, ale być może będą je preferowali, tzn. będą skłonni zapłacić więcej niż za rozwiązania konkurencji. To jeden 4 efektów silnej marki w marketingu B2B. A jak zapewne wiesz marketing może wpłynąć  na wynik finansowy najsilniej właśnie poprzez umożliwienie realizacji wyższej marży a nie poprzez zwiększenie wolumenu sprzedaży.

Niemniej jednak, nawet jeśli zrobisz fantastyczną robotę zbudowania w umysłach Twoich potencjalnych klientów świadomości i preferencji marki to wpływ tego wszystkiego ma sprzedaż w nadchodzącym roku może być stosunkowo niewielki, ponieważ większość efektu zmaterializuje się dopiero w kolejnych latach. To opóźnienie to znów bezpośrednia konsekwencja reguły 95:5.

Wsparcie sprzedaży + marka!

Dlatego chciałbym ci życzyć, by w nadchodzącym roku udało ci się zrealizować plany dotyczące obu tych obszarów: i wsparcia sprzedaży, i tworzenia silnej marki.

Dzięki temu będziesz dysponował nie tylko sprawnie działającą maszyną sprzedażową, ale również spowodujesz, że Twoja firma zagwarantuje sobie pozycję nie tylko jednego z podmiotów, którego ofertę warto rozważyć, ale może nawet i preferowanego dostawcy, za którego rozwiązania warto zapłacić więcej.

Wierzę, że kombinacja obu tych perspektyw: krótkoterminowego wsparcia sprzedaży oraz długofalowego budowania marki sprawi, że ten rok będzie jak kolejny szczebel na drabinie prowadzącej do rozwoju Twojej firmy oraz Twojej kariery.

Wpisz swój adres e-mail, aby subskrybować tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach pocztą e-mail.

Reguła 95:5 czyli dlaczego możesz sprzedawać tylko do 5% klientów

Reguła 95-5

Oto jeden zwodniczo prosty fakt, który ma głębokie konsekwencje dla marketingu: 95% rynku, czyli jego przytłaczająca większość rynku nie chce kupić twojego produktu i masz szansę sprzedać do jedynie 5% potencjalnych klientów.

Ta zależność – zwana często regułą 95:5 – została zaobserwowaną i opisana przez prof. Johna Dawes’a z The Ehrenberg-Bass Institute i opisana w książce „How brands Grow”, którą niedawno polecałem. Reguła 95:5 mówi, że tylko niewielka część kupujących (około 5%) jest aktywnie kupująca, czyli jest „in-market”, a wiec aktywnie poszukuje produktu lub usługi w danej kategorii. Miażdżąca większość rynku (około 95%) jest natomiast „out-of-market”, a więc w ogóle nie jest trybie zakupu.

Choć prof. Dawes badał głównie B2C to okazuje się, że reguła ma 95:5 zaskakująco dobrze opisuje też rynek B2B. Jeśli się o nad tym zastanowić, to szczególnie dla skomplikowanych produktów i usług B2B, które są kupowane niezbyt często to bardzo zdroworozsądkowa konkluzja. Jeśli na przykład organizacja przeszła długą drogę selekcji systemu ERP, reengineeringu procesów biznesowych, integracji całej gamy innych systemów, szkolenia pracowników, zarządzaniu zmianą i wszystkim co z tym związane, to nic nie zmieni faktu, że przez najbliższych kilka lat, co najmniej do momentu amortyzacji tej inwestycji, nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie kupować nowego systemu ERP, i żaden marketing – nawet najgenialniejszy – tego faktu nie zmieni. Po prostu, ten potencjalny klient jest out-of -market.

Fakt, że przez przytłaczającą większość czasu kupujący w B2B nie poszukują rozwiązania danego rozwiązania potwierdza również badanie przeprowadzone przez The Wall Street Journal:

Reguła 95:5 - firmy b2b są średnio w stanie out-of-market przez 2 lata.

Źródło: Badanie „Trust Your Decisions”, WSJ 2021

Stan out-of-market trwa średnio przez 2 lata, podczas gdy proces zakupowy (stan in-market) liczony jest w tygodniach.

Ile wynosi proporcja w mojej kategorii?

Oczywiście nie należy tych liczb brać dosłownie, to jest tylko pewna heurystyka niemniej możesz pokusić się o określenie tej wielkości dla wybranej kategorii produktów w twoim przypadku. Można to oszacować na podstawie:

  • wskaźnika rocznego churn‚u lub informacji o częstotliwości zakupu w danej kategorii
  • informacji jak długo trwa proces zakupu w danej kategorii.

Churn to miara, która określa jaki procent klientów średnio w ciągu roku odchodzi od danego dostawcy dla danej kategorii produktów. Takie informacje możesz zdobyć analizując dane CRM nt. Twoich klientów (choć pamiętaj, że może to odbiegać od rynkowej normy) lub możesz posłużyć benchmarkiem, takim jak np. dane z CustomerGauge:

Churn klientów wg. branż

Churn klientów (jako procent klientów utraconych rocznie) wg. branż, źródło: CustomerGauge

Dla wyliczeń w naszym przykładzie załóżmy, że churn wynosi 20%.

Churn można też wyliczyć z częstotliwości zakupu (czyli: jak często klienci dokonują zakupu w danej kategorii). Jeśli to ta „raz na 5 lat” (czyli 60 miesięcy) to churn = 12 / 60 = 20%.

Aby oszacować jak dużo klientów jest in-market potrzebujemy jeszcze jednej informacji: jak długo są trwa bycia w proces zakupu. Tę wielkość możesz ustalić na postawie danych z CRM (pamiętaj, że proces zakupu rozpoczyna się zazwyczaj wcześniej niż kontakt ze sprzedawcą), systematycznie zbierając tę informacje od Twoich klientów lub – znów – posługując się benchmark’iem. Ja na podstawie badania IRSM „Jak kupuje B2B w Polsce” przyjąłem do naszych wyliczeń wielkość 3 miesięcy.

Procent klientów in-market wyliczymy wg. wzoru = (chrun * długość procesu zakupu) / 12.

Przy tych założeniach jest to 5% rynku. Jeśli chcesz policzyć churn oraz ilość klientów in-market podstawiając własne założeniach, możesz to zrobić posługując się załączonym na dole artykułu plikiem excela.

* * *

Zastanówmy się teraz nad konsekwencjami tego stanu rzeczy.

Tylko 5% rynku zainteresowane informacjami o produkcie

Treści wsparcia sprzedaży, czyli te związane z produktem, mające bezpośrednio wspierać sprzedaż i dzięki którym jest możliwe generowanie leadów są skutecznie wobec jedynie tego 5% rynku. To są osoby, które właśnie poszukują informacji nt. produktu. One chcą wiedzieć o nim wszystko (także to, o czym sprzedający mówić zazwyczaj nie chcą, np: jakie są wady produktu i problemy z nim związane albo cena, i dlaczego tak wysoka 😉).

Pozostałe 95% potencjalne rynku nie należy rozumieć jako „nie przekonanych”. Po prostu w tym momencie nie jest w tym momencie poszukiwania produktu, bo go w tej chwili nie potrzebuje. Wracając do naszego przykładu z zakupem systemu ERP, problem zakupu takiego system został (przynajmniej na jakiś czas) rozwiązany i wszyscy wzięli się za rozwiązywanie innych ważniejszych w tym momencie problemów, które teraz znajdują się na szczycie ich listy priorytetów. Nikt więc nie będzie zajmował się porównywaniem funkcjonalności systemów ERP, no chyba że ktoś ma takie hobby. Takich ludzi bardzo trudno zainteresować informacjami o produkcie.

Zobacz: Czy do budowy marki nadają się treści sprzedażowe?

Czy warto skupić się tylko na 5% kupujących?

Ale – być możesz chcesz powiedzieć – w czym problem?! To wszystko świetnie się składa! Dzięki skupieniu się wyłącznie na treściach wsparcia sprzedaży angażujemy wyłącznie tych, którzy właśnie chcą kupić. Wystarczy ich identyfikować (temu właśnie służy generowanie leadów) przedstawić choć troszkę lepszą niż ofertę konkurencji i mamy efektywny marketing! Czyż nie? Po co marnować cenne zasoby marketingowe by dotrzeć tych, który teraz kupić w nie chcą?

Reguła 95:5 marketing b2b in-market out-of-market

Reguła 95:5 – większość rynku nie jest w trybie zakupu i nie jest zainteresowana treściami wsparcia sprzedaży (źródło: ilustracja własna + Gartner)

Problem jest taki, że:

Po pierwsze, „przedstawić choć troszkę lepszą niż ofertę konkurencji” oznacza w większości przypadków mniejszą marżę.

Po drugie, dziś równie sprytni są już właściwie wszyscy Twoi konkurenci. Przez wciągu ostatnich kilkunastu lat takie działanie stało się de facto standardem w marketingu B2B. Jeszcze dziesięć lat temu, a może i nawet kilka lat temu, publikacja strony typu: „Jak wybrać system CRM” był pewnym sposobem na identyfikacje osób, które stoją przed takim wyborem, dziś, gdy tego typu stron tylko w polskim internecie setki, jeśli nie tysiące – takie działanie nie zapewnia żadnej przewagi.

Po trzecie: jak pokazują badania, szansa że oferta od nieznanej firmy „wyskoczy” na ostatniej prostej postępowania zostanie wybrana oscyluje w okolicach 10% – i to nawet jeśli obiektywnie lepsza!

To czym jest zainteresowane 95% rynku?!

Na pewno nie produktem!

To nie są „nie przekonani” klienci do których jeszcze nie dotarliśmy lub nie przekonaliśmy ich skutecznie. Oni są out-of-market, ponieważ nie potrzebują, nie chcą ani lub mają możliwości zakupu tego, co sprzedajesz. Oznacza to, że marketing mający na celu przekonanie zostanie po prostu zignorowany. To na co możesz natomiast liczyć to zbudowanie lub odświeżenie świadomości marki. Celem nie jest spowodowania aby kupli, aby pamiętali o marce, a nawet ją preferowali gdy w przyszłości znajdą się w sytuacji zakupowej.

Istnieje wiele metod by zainteresować nie-kupujących naszą firmą (od reklam wizerunkowych, przez sponsoring aż do event-marketingu), ale chyba najważniejszy w B2B jest content marketing. Dlatego content marketingw przeciwieństwie do treści wsparcia sprzedaży – winien koncentrować się informacjach, które de facto mają wartość niezależną od produktu. To może być edukacja, newsy barażowe, cenne informacja a nawet… humor. Kluczem są tutaj potrzeby informacyjne twojej grupy docelowej (przeczytaj więcej: O czym robić content marketing b2b – przykłady).

Najważniejsze jednak zrozumienie, że stosując content marketing (lub inną formę komunikacji do nie-kupujących) gra toczy się o wciągnięcie odbiorców na orbitę marki po to, że gdy przyjdzie dzień, kiedy ten produkt potrzebny będzie – to odbiorca będzie rozpatrywał, a może i preferował daną markę.  Jeśli zdecydujemy się budować rozpoznawalność marki wśród naszych potencjalnych, przyszłych klientów, tych którzy stanowią dziś owe 95% procent rynku to zwiększamy dramatycznie szansę, że gdy staną już przed decyzją zakupu to:

  • spośród wszystkich dostępnych treści pomagających w zakupie produktu z danej kategorii będą mieli zaufanie właśnie do naszych treści sprzedaży
  • to naszą firmę zaproszą do postępowania zakupowego (krótka lista rozpatrywanych dostawców)
  • albo wręcz nasz produkt będzie preferowanym rozwiązaniem, które nie tylko będzie miał większą szansę za zakup, ale kupujący będą skłonni więcej za niego zapłacić (na tym polega preferencja i związane z nim tzw. „pricing power”).

Co potwierdzają badania (temu będzie poświęcony kolejny wpis: 4 efekty silnej marki w marketingu B2B).

Oczywiście, content marketing to jest jedyna metoda budowania marki w B2B (czyli owego skojarzenia: problem -> marka). Te wszystkie sposoby zebrałem i omówiłem w podcaście S2E9: Marka w marketingu B2B.

Reguła 95:5 a ocena efektów marketingu (ROI)

Niestety, konsekwencje reguły 95:5 sięgają również mierzenia efektów marketingu czyli jego wpływu na sprzedaż. Jeżeli będziemy kierować działania marketingowe do przyszłych, potencjalnych klientów, po to aby w przyszłości wpłynąć na ich decyzje zakupowe to oczywistym jest, że efekty będą bardzo odroczone. Jak bardzo?

Policzmy to na prostym modelu i załóżmy, że:

  • Kampania marketingowa (brandingowa – czyli skierowana do 95% nie-kupujących) wydarzyła się w Q1 a potem nie było już żadnej aktywności marketingowej.
  • Efekt tej kampanii w Q1 stopniowo maleje i po roku pamięta już tylko o niej ok. połowa potencjalnych klientów, na którą oddziaływała (to założenie przyjąłem na podstawie publikacji „What happens to sales when brands stop advertising for long periods?” The Ehrenberg-Bass Institute)
  • Proces zakupu, od momentu kontaktu z działem sprzedaży do finalizacji,  trwa 2 kwartały
  • 5% uczestników rynku jest in-market w każdym kwartale.

Poniżej wykres przedstawia symulację opóźnienia efektu marketingowego, który trwa ponad 12 kwartałów!

Reguła 95:5 opóźnienie efektu marketingu

Reguła 95:5 – symulacja opóźnienie efektu marketingu

Z wykresu możemy odczytać, że:

  • Akcja marketingowa zrealizowana w Q1 nie ma ŻADNEGO wpływu na sprzedaż przez pierwsze dwa kwartały (co wynika, z tego, że tyle właśnie trwa proces sprzedaży)
  • 1 rok – tyle trzeba czekać, aby zmaterializowała o się 30% efektu akcji marketingowej z Q1
  • 2 lata – tyle trzeba czekać, aby zmaterializowała o się 70% efektu akcji marketingowej z Q1
  • ponad 3 lata – tyle trzeba czekać, aby zmaterializowała o się 90% efektu akcji marketingowej z Q1

Tak duże opóźnienie właściwie wymyka się ocenie nie tylko w perspektywie roku (czyli zwyczajowym horyzoncie budżetowym) ale nawet w perspektywie długości pracy osób za ten marketing odpowiadających (w.g. badania Spencer Stuart w firmach B2B F500 to średnio 4,5 roku pracy w jednej firmie).

To opóźnienie stawia też pod znakiem zapytania adekwatność stosowania wskaźnika marketing ROI, przynajmniej w odniesieniu do długofalowych efektów marketingu. Typowym przykładem jest ROI inwestycji w papiery wartościowe: istnieje konkretny moment w którym inwestycja jest zamykana i rozliczana (to sprzedaż papierów) oraz istnieje sposób wyznaczenia zysku lub straty (to różnica między ceną zakupu a ceną sprzedaży).

Stosowanie miary wskaźnika typu return-on-investment wymaga jasnego punktu w czasie, w którym inwestycja jest rozliczana oraz możliwości zmierzenia w tym punkcie wygenerowanego przez tę inwestycję zysku. W marketingu jest to praktycznie niemożliwe: nie istnieje jasny punkt rozliczenia inwestycji a efekty tej inwestycji rozciągnięte są na tak długi okres, że w zasadzie uniemożliwia to wyizolowanie wpływu konkretnej zainwestowanej złotówki na efekt finansowy.

Reguła 95:5 a lejek sprzedaży

Reguła 95:5 wymusza na marketerach zamianę spojrzenia na rynek oraz klientów, a także przedefiniowanie funkcji, którą pełni sam marketing. W przeciwieństwie do lejka sprzedaży, który zakłada, że rolą marketingu jest „przesuwanie” kupującego w dół lejka, reguła 95:5 bliższa jest idei, że jako marketerzy mamy ograniczony na decyzje o zakupie.

Ponieważ zgodnie z nią kupujący są tylko w 2 stanach, albo in-market, albo out-of-market, to wszystko co marketing może zrobić to:

  • albo dostarczyć niezbędnych informacji kupującym, który są in-market (to marketing wsparcia sprzedaży)
  • albo upewnić się, że przyszli klienci out-of-market znają nas i cenią na tyle, że gdy będą w przyszłości w sytuacji zakupu produktu lub usługi z naszej kategorii to wybiorą właśnie nas (to nic innego jak budowanie marki).

Moim zdaniem ten podział na dwie grupy znakomicie to uprasza i ułatwia planowanie działań marketingowych. Oczywiste staje się jaka jaką rolę powinien odegrać brand marketing, jaką marketing wsparcia sprzedaży oraz jak powinno się oceniać efekty obu tych obszarów marketingu.

Opóźnienie efektu marketingu – policz sam!

Jeśli chcesz samodzielnie policzyć ile procent twoich klientów jest w danej chwili in-market oraz z jakim opóźnieniem materializuje się efekt marketingu w przypadku klientów, którzy są out-of-market, możesz to zrobić samodzielnie za pomocą pliku Excela, który dla ciebie przygotowałem:

XLS - 95:5 i opóźnienie

Ograniczenia reguły 95:5

Żeby być uczciwym muszę przyznać, że reguła 95:5 – jak każdy model – nie opisuje zachowania kupujących w każdej sytuacji. Takim wyjątkiem są przełomowe produkty tworzące nową kategorię.

  • Kupujący (in-market) może być dużo więcej niż 5% jeśli produkt niesie skokowo większą wartość niż wszystko co były dotąd dostępne. Wtedy wielce prawdopodobne, że spora część rynku będzie ustawiała się do niego w kolejce sama, choć po początkowej euforii i zaspokojeniu popytu, rynek wróci do normy.
    Przykład: Apple wprowadzając iPhone’a stworzył popyt na zupełnie nową kategorię. To zupełnie inna sytuacja niż dzisiejszy rynek smartfonów, gdzie ludzie regularnie wymieniają telefon co 2-3 lata.
  • Kupujący (in-market) może być dużo mniej niż 5%  jeśli Twój jest przełomowy ale kupujący nie rozumieją płynącej z niego wartości lub mają obawy. Niezbędna jest wtedy edukacja by popyt w ogóle stworzyć, zanim ta nowa kategorii staną się rynkową normą.
    Przykład: Gdy Salesforce wprowadził w 1999 roku model SaaS, firmy były sceptyczne wobec przechowywania danych w chmurze, modelu subskrypcji zamiast jednorazowego zakupu licencji oraz braku kontroli nad infrastrukturą. Dopiero po latach SaaS stał się akceptowanym standardem dla firm korporacyjnych.

Niemniej powyższe odstępstwa dotyczą bardzo szczególnych przypadków, które co do zasady są krótkotrwałymi epizodami na całym rynku B2B, stąd w przytłaczającej większości przypadków reguła 95:5 będzie miała swoje zastosowanie.

* * *

Wpisz swój adres e-mail, aby subskrybować tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach pocztą e-mail.