Moje najefektywniej wykorzystane 13 minut w życiu

Tak się składa, że dziś mijają trzy lata od kiedy zacząłem prowadzić bloga b2b-marketing.pl. Składa się również, że dziś zobaczyłem wpis Rafała Chmielewskiego, który nie mógłby być lepszym podsumowaniem tych moich trzech lat.

Rafał pisze:

(…) jeśli wygospodarujesz 5 minut na to, aby napisać coś w blogu, choćby tak krótkiego jak ten wpis, to będzie to najlepiej spożytkowany czas w ciągu dnia Twojej pracy. Bo te słowa zostaną przeczytane dzisiaj, jutro, za tydzień, za miesiąc, za rok i za pięć lat.

(zobacz cały wpis)

Podpisuję się obiema rękami!

Przez te 3 lata za pośrednictwem swojego bloga dotarłem do tysięcy osób, które w przeciwnym razie nie słyszały by o moim istnieniu. Ba! Nawet, jeśli przerwał bym prowadzenie tego bloga dziś, prze kolejne lata dotarłbym to kolejnych tysięcy. Nawet jeśli ułamek tej grupy to osoby, które są dla mnie z różnych powodów istotne, to i tak rekord świata. Z resztą mój blog przyniósł mi wiele innych nieoczekiwanych korzyści.

Nie wyobrażam sobie, jak inaczej mógłbym to osiągnąć poświęcając 13 minut dziennie.

Dlaczego 13 minut? Bo tyle mniej więcej czasu przeznaczyłem na prowadzenie bloga (120 wpisów * 120 minut każdy (na wyrost!) / 3 lata / 360 dni w roku). A o tym, że blog nie wymaga ogromnej ilości czasu i można wykorzystać do jego prowadzenia efekty pracy, którą i tak wykonujesz pisałem już wcześniej.

OK, co to ma wspólnego z marketingiem B2B?

Dlaczego ta moja opowiastka powinna cię przejąć? Bo ma to więcej wspólnego z marketingiem B2B, niż tylko to, że blog jest świetnym narzędziem do promowania wiedzy eksperckiej. Chciałbym wyciągnąć ogólniejsze wnioski.

Efektywny-MarketingW biznesie liczy się efektywność. Wygrywa ten, kto potrafi zrobić to samo za mniej albo zrobić więcej korzystając z tych samych zasobów. Dokładnie ta samo dotyczy marketingu.

Firmy w długim okresie wydają podobne pieniądze na marketing, +/- kilka procent w zależności od koniunktury (zobacz omówienie raportu Forrester’a dot. wydatków marketingowych w firmach B2B w 2014 roku) i nie spodziewaj się, że Twój szef nagle obsypie cię pieniędzmi bo uda ci się go przekonać, że należy zainwestować z marketing. Tak się po prostu nie stanie!

Co najwyżej możesz przekonać kierownictwo firmy, że warto przesunąć środki z działań mniej efektywnych na działania bardziej efektywne i wykazać, że Twoje działania należą do tej drugiej grupy.

Marketing B2B właśnie dlatego jest tak ekscytującą dyscypliną, że dzięki rewolucji internetowej i technologicznej my, marketingowcy, możemy realizować nasze działania w sposób, który był jeszcze do pomyślenia jeszcze kilka-kilkanaście lat wcześniej:

  • Masz własne media – internet umożliwił ci posiadanie własnych mediów, nad którymi masz pełną kontrolę (wcześniej marketing był zdany na mass media).
  • Bezpośredni kontakt z klientami w mediach społecznościowych – rewolucja mediów społecznościowych spowodowała, że masz klient jest blisko jak nigdy dotąd.
  • Komunikacja on-to-one – dzięki narzędziom informatycznym (np. marketing automation) możesz  budować bazę marketingową, zbierać informacje o klientach oraz kierować do nich spersonalizowane informacje – czyli dokładnie takie, na które czekają.
  • Generowanie leadów – możesz precyzyjnie identyfikować leady i mieć bezpośredni udział w kreowaniu sprzedaży.
  • Zwrot z inwestycji – możesz te wszystkie informacje śledzić i wykazywać prawdziwy zwrot z nakładów na marketing (marketing ROI).

Twoje osobiste sukcesy oraz rozwój Twojej kariery zależy od tego, czy będziesz potrafił dzięki tym nowym możliwościom wykorzystać „swoje minuty” najefektywniej.

* * *

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

LinkedIn publishing platform to koniec blogów profesjonalnych?

LinkedIn Publishing Platform

Źródło ilustracji: Flickr (licencja)

Kilka dni temu narzekałem na zmiany na LinkedIn, i wyraziłem przypuszczenie, że może to cześć większych zmian, które szykuje nam ten portal. I rzeczywiście, wygląda na to, że była to przygrywka do ogłoszonej dzisiaj LinkedIn Publishing Platform:

Starting today, LinkedIn is opening up our publishing platform to our members, giving them a powerful new way to build their professional brand. When a member publishes a post on LinkedIn, their original content becomes part of their professional profile, is shared with their trusted network and has the ability to reach the largest group of professionals ever assembled. Now members have the ability to follow other members that are not in their network and build their own group of followers. Members can continue to share their expertise by posting photos, images, videos and their original presentations on SlideShare.

Ryan Roslansky, Linkedin blog

LinkedIn chce Twojego bloga u siebie

O ile dobrze rozumiem opis, ma to być coś w stylu istniejącego „LinkedIn Influencers Program”, który jest zarezerwowany dla wąskiego grona liderów biznesu (cokolwiek to nie oznacza), ale udostępniony dla szerokiego grona użytkowników portalu. Innymi słowy LinkedIn chce Cie nakłonić, abyś nie tylko zamieszczał linki do treści (swoich lub innych) jako status update, ale także dłuższe, wartościowe treści. W zamian oferuje ci dostęp do swoich użytkowników, możliwość komentowania, śledzenia interesujących cię osób, itd. Przypomina Wam to coś? Według mnie to brzmi jak opis bloga 🙂

To oczywiście z punktu widzenia LinkedIn ma głęboki sens: Aby biznes się kręcił, muszą generować u siebie ruch (tym bardziej, że ruch na stronach LinkedIn nie rośnie już tak dynamicznie a nawet spada). Informacje o profilach (LinkedIn’owe CV) są oczywiście pomocne, ale ile razy będziesz oglądał CV Twoich kontaktów? 😉 Najlepszym powodem do odwiedzenia strony LinkedIn jest wartościowa treść – właśnie tym ruchem, chcą nakłonić swoich użytkowników od wypełnienie ich portalu wartościową treścią.

Warto próbować, ale…

A jak wygląda to z Twojego punktu widzenia? Nie będę ukrywał, że perspektywa dotarcia do użytkowników LinkedIn’a (w Polsce to już ponad 1,5 mln) jest baaardzo kusząca, szczególnie jeśli pracujesz w branży B2B trudno przejść obok tego obojętnie. Jeśli pracujesz starasz się budować pozycję rozpoznawalnego eksperta w swojej dziedzinie, jeśli stosujesz content marketing oraz tworzysz wartościową treść to wydaje mi się, że może to być fantastyczne narzędzie do dystrybuowania jej bezpośrednio do sieci Twoich kontaktów biznesowych i okazją do budowania z nimi relacji.

I choć z pewnością będą tacy, którzy będą potrafili tę okazję świetnie wykorzystać ograniczając swoją aktywność wyłącznie do LinkedIn, to moim zdaniem, ryzykowne jest trzymanie wszystkich jajek w jednym koszyku i możesz narazić się na szereg nieprzyjemnych niespodzianek. Nie byłoby dla mnie np. najmniejszym zaskoczeniem, jeśli za czas jakiś LinkedIn powiązałby widoczność Twoich treści z wydatkami na reklamę – podobnie jak uczynił to już Facebook, (nie wspominając o stu innych mniej czy bardziej wyimaginowanych scenariuszach z upadkiem LinkedIn włącznie). Zresztą LinkedIn ma na swoim koncie już podobne wpadki: niedawno przeczytałem horror story gdy ktoś stracił całą listę zapisanych na organizowane spotkanie 48h przed rozpoczęciem, bo LinkedIn właśnie wyłączył funkcjonalność „LinkedIn events”.

Czy zatem chcę cię odwieść od publikowania treści na LinkedIn Publishing Platform? NIE! Wręcz przeciwnie! Namawiam Cię do wypróbowania tej opcji (sam z resztą zamierzam to zrobić). Uważam jednak, że najrozsądniejszą metodą jest skupienie się na budowaniu grupy odbiorców Twoich treści na twoim własnym blogu, stronie WWW (czy jakiejkolwiek innej formy obecności w sieci) nad którą masz kontrolę. A social media są być fantastycznym narzędziem poszerzania kręgu tych odbiorców.

Linkedin status updates gone missing

Dziś post wyjątkowo nie na temat marketingu ale… na temat portalu LinkedIn.com.

Dlaczego?

Być może zauważyliście, że od jakiegoś czasu na LinkedIn.com nie można zobaczyć postów (status updates), które są wpisywane przez ich użytkowników. Wciąż widać na głównym ekranie „strumień” wiadomości od wszystkich, których śledzisz, ale na gdy oglądasz ich profil, to nie widać co ostatnio napisali (co zresztą wywołało emocjonalną reakcję u wielu użytkowników).

Linkedin status updates missing niewidoczne na profilu

Linkedin status updates niewidoczne na profilu

Jest to o tyle dziwne, że to dość podstawowa funkcja większości portali społecznościowych – pokazanie w profilu czym danych użytkownik się dzielił. W przypadku LinkedIn’a wiele osób (w tym ja) traktowało właśnie status updates jako formę pokazania czym się zajmuję. Teraz o ile ktoś nie zauważy zamieszczanej informacji w głównym strumieniu, praktycznie ginie ona bezpowrotnie.

To dziwny ruch także dlatego, że wydawać by się mogło, że Linkedin’owi powinno zależeć aby użytkownicy zamieszczali nowe informacje, bo to generuje ruch (ile razy można obejrzeć czyjś profil 😉 ). Może też to zniechęcić użytkowników zamieszczania treści na LinkedIn i pchnąć w objęcia konkurencji (Google+? Facebook?).

Chcesz budować swój wizerunek w sieci? – Prowadź bloga!

Niezależnie od tych wszystkich dywagacji, czy to zmiana na złe, czy na dobre, czy neutralna i która sieć społecznościowa jest lepsza od której, pokazuje to moim zdaniem jedną ważną sprawę: nie można budować swojego wizerunku wyłącznie w oparciu o media społecznościowe, z jednego prostego powodu – masz kontroli na tą platformą, wszystko może się zmienić, twoje konto może być zamknięte, serwis może upaść lub ze stu innych powodów stracisz kontakt z twoją społecznością. (Przeczytaj też moją polemikę z Erykiem Mistewiczem, który sugeruje, że należy się skupić wyłącznie na Twitterze).

Dlatego warto mieć „coś swojego” – np. bloga – nad którym masz kontrolę i który skupia osoby zainteresowane tym co masz do powiedzenia (zakładam, że jako ekspert coś wartościowego do powiedzenia masz).

A co wy myślicie o zmianach na Linkedin?

Menedżer z blogiem? Jestem ZA!

Dzisiejszy wpis to polemika z przytoczonym powyżej artykułem Eryka Mistewicza., wg którego Twitter jest jedynym sensownym narzędzie budowania relacji w sieci. Aby się nie rozwodzić, przechodzę od razu do rzeczy:

Panie Eryku,

Fundamentalnie nie zgadzam się z tezami w Pana wpisie. Pozwolę sobie skomentować najważniejsze z nich poniżej:

  • Prowadzenie blog jest czasochłonne – Nie jest. Odsyłam do wcześniejszego wpisu, w którym opisuję własne doświadczenia. Dlatego też nie zgadzam się opinią, że menadżer daje tym świadectwo, że „ma za dużo czasu”. A jakie świadectwo daje nie pisząc bloga? Żadnego. Przestaje istnieć w świadomości czytelnika. W najlepszym przypadku zawęża grono osób, w których świadomości w ogóle istnieje.
  • Pisząc bloga, oddaje wiedzę za darmo, bo nic nie jest warta – Nie. Pisząc bloga i demonstruje swoją wiedzę buduję swój obraz eksperta. Dłuższa moja wypowiedź na ten temat w wpisie o tym, że content marketing nie jest oddawaniem wiedzy za darmo.
  • Pozycję buduje się „w realu” a rujnuje „w sieci” – Moim zdaniem pozycję buduje się poprzez demonstrowanie swojej wiedzy i kompetencji, a rujnuje poprzez demonstrowanie głupoty. Sieć faktycznie daje niepomiernie większe dotarcie. I fakt, że jak coś się „palnie” w sieci, to ma szansę się to odbić większym echem. Ale sieć też pozwala dotrzeć do szerszego audytorium, gdy ma się coś rozsądnego do powiedzenia. Z resztą fakt „palnięcia głupoty” jedynie w realu nie daje gwarancji, że informacja do sieci nie trafi 🙂 .
  • Treści w sieci jest i tak jest za dużo a blog tylko zwiększa szum informacyjny – Pojawiają się takie głosy, że z powodu zalewu treści content marketing (w tym blogi) to droga donikąd (np. niedawny wpis Marka Schaefer’a). Do mnie zdecydowanie bardziej trafiają argumenty drugiej strony dyskusji: prawdziwie wartościowa treść „wypłynie” nawet z oceanu innych informacji (proszę odsłuchać ten bardzo ciekawy podcast Joe Pulizzi).
  • Dla menedżera prowadzenie blogu to osłabianie jego indywidualnej pozycji na rynku, odbieranie powagi (nawet jeśli są to wpisy dokładnie sprawdzane przez działy prawne i grono piarowców wewnętrznych i zewnętrznych) – Upieram się, że kanał komunikacji nie ma znaczenia, w tym sensie, że ważne jest CO się mówi, czy mówi się o rzeczach, które są PRAWDZIWIE INTERESUJĄCE dla grupy docelowej. To buduje pozycję.
    Jestem więc w stanie zgodzić się z tezą, że prowadzenie bloga bez przemyślanej kwestii, kto jest moim czytelnikiem, co jest dla niego interesujące i po co tego bloga w ogóle prowadzę jest prostą drogą do porażki i żadna armia PRowców ani prawników temu nie zapobiegnie.
  • I wreszcie, zwyczajnie prowadzanie bloga ułatwia wykonywanie pracy (przynajmniej takie mam własne doświadczenie).
  • (UPDATE): Życie pokazuje, że nie można budować swojego wizerunku wyłącznie w oparciu o media społecznościowe (nie zależnie czy to jest Twitter, LinkedIn czy cokolwiek innego), z jednego prostego powodu – brak kontroli na tą platformą, która w każdej chwili może zmienić zasady gry odcinając cię od zbudowanej społeczności.

Reasumując: Panie Eryku, moim zdaniem blog jest TYLKO kanałem komunikacji, takim samym jak każdy inny. Ani nie dodaje powagi, ani jej nie umniejsza, ani nie buduje pozycji, ani jej nie rujnuje. To TREŚĆ bloga może dodawać powagi i budować pozycję, dokładnie tak samo jak treść wystąpienie na konferencji, treść artykuł w prasie czy treść rozmowy telefonicznej.

Jednak, blog ma taką zaletę, że pozwala dotrzeć do szerokiego grona osób, także do tych, z którymi się wcześniej kontaktu nie miało i być początkiem budowania z nimi relacji.

Czy każdy menadżer powinien moim zdaniem prowadzić bloga? Oczywiście, nie. Niemniej jednak, jeśli jego rola to polega na budowaniu pozycji rozpoznawalnego eksperta, to moim zdaniem prowadzenie bloga eksperckiego może być skutecznym narzędziem do osiągnięcie tego celu.

Serdecznie pozdrawiam,
Igor Bielobradek

* * *

UPDATE: Bardzo ciekawie skomentował tę dyskusję Rafał Chmielewski, a właściwie poprosił o komentarz praktyków, którzy prowadzą blogi eksperckie. Przeczytajcie komentarze, bardzo ciekawa dyskusja!

UPDATE 2: Dodałem ostatni argument dot. zmian na Linkedin.com.

Blog ekspercki wymaga dużo czasu? To mit!

Recykling treści

Źródło ilustracji: Flickr (licencja)

Im dłużej prowadzę swojego bloga (a dziś mija właśnie dwa lata od kiedy to zacząłem robić), tym większym entuzjastą tej formy komunikacji się staję, i tym bardziej przekonuję się o kluczowej roli bloga w budowaniu pozycji widocznego eksperta (nie ja jeden z resztą – posłuchajcie, co mówi o tym Rafał Chmielewski).

Oczywiście, staram się przekonać do blogowania moich kolegów i przyjaciół. Niemal zawsze reakcja jest podobna (choć nie zawsze wprost jest to zwerbalizowane) i sprowadza się to do czegoś w stylu: „Jasne, korzyści są niezaprzeczalne ale ja mam tyle obowiązków, robię tyle rzeczy, że jeszcze pisanie artykułów na bloga… no niestety, nie dam rady”.

Tymczasem śmiem twierdzić, że my wszyscy – chcąc nie chcąc – tworzymy mnóstwo niemal gotowych wpisów, które wystarczy tylko wyselekcjonować i opublikować!

O czym ja mówię?! Już wyjaśniam.

Czym jest blog ekspercki dla eksperta?

Niczym innym, jak zapisem jego doświadczeń, rozmów, przemyśleń. Tak na prawdę to zapis jego pracy (jak sama nazwa wskazuje: blog pochodzi od słów web i log). My wszyscy w naszej pracy przygotowujemy mnóstwo prezentacji, bierzemy udział dziesiątkach rozmów, piszemy setki e-maili, dyskutujemy w sieci itp. Są to przecież nośniki naszej wiedzy, naszych opinii a też często naszych emocji.

Jeśli chcesz prowadzić bloga, to jedyne co musisz zrobić to wyselekcjonować najciekawsze wątki i tylko nieco je „przystosować” do formy bloga, usunąć informacje którymi nie możesz się dzielić, nieco przeredagować.

Nie przesadzę ani trochę, jeśli powiem, że chyba żaden wpis na moim blogu nie został napisany od początku do końca specjalnie na bloga. Zawsze posługuję się materiałami, które i tak musiałem stworzyć w innych celach.

Nawet ten wpis, który właśnie czytasz nie został napisany „od zera” a jest jedynie przeredagowaniem zapisu korespondencji e-mail, którą prowadziłem z moim kolegą próbując namówić do rozpoczęcia przygody z blogowaniem 🙂 .

Pracochłonność bloga eksperckiego to mit – czyli recykling treści

Moim zdaniem wyobrażenia dotyczące prowadzenia bloga eksperckiego, jako wymagającego olbrzymiej ilości czasu i mnóstwa pracy to po prostu mit! Ekspert (z definicji!) posiada i tworzy mnóstwo materiałów – bo właśnie dlatego jest ekspertem. I może tę treść wykorzystać ponownie stosując podejście, które nazywam „recykling treści”. Oczywiście, troszkę trzeba w to pracy włożyć, ale zdecydowanie mniej niż mogłoby się wydawać.

Dlatego, jeśli myślisz o prowadzeniu swojego bloga (lub też chcesz namówić eksperta do prowadzenia content marketingu w formie bloga): spójrz w pocztę e-mail, przejrzyj prezentacje, sięgnij pamięcią do ostatnich rozmów – GWARANTUJĘ CI, że znajdziesz mnóstwo treści, które poddane kosmetycznemu recyklingowi będą niemal gotowe do wykorzystania.

Życzę ci aby było to Twoje noworoczne postanowienie. I pamiętaj: dziś jest pierwszy dzień reszty Twojego życia 😉 !

Ekspert musi być rozpoznawalny w tłumie, czyli dlaczego marka osobista jest ważna

widoczny rozpoznawalny ekspert

Źródło zdjęcia: Biblioteka Kongresu USA (licencja: brak znanych praw autorskich)

W branży B2B często to ekspert jest kluczem do dotarcia do grupy docelowej. Potencjalny klient szukając rozwiązania swojego problemu biznesowego, szuka de facto osoby, która potrafi mu pomóc. Szuka eksperta.

W większości przypadków konkuruje on z innymi ekspertami w swojej dziedzinie, dlatego musi być widoczny i rozpoznawalny w tłumie. Nawet najcenniejsza wiedza oraz szerokie kompetencje nie zdadzą się na nic, jeśli potencjalni klienci nie wiedzą o jego istnieniu.

Wniosek:

  1. Ekspert musi być widoczny dla swojej grupy docelowej
  2. Ekspert musi być postrzegany jako autorytet oraz najlepsze źródło wiedzy na rynku (w swojej specjalizacji)

Jak zatem to osiągnąć?

Specjalizacja drogą do osiągnięcia pozycji autorytetu

Zapewne wielu czytelników uzna cel „najlepsze źródło wiedzy na rynku” za nierealny a całą walkę z góry skazaną na niepowodzenie. Ta właśnie niewiara jest często przyczyną niechęci do inwestycji w content marketing w branży B2B.

Tak, to prawda, na rynku prawdopodobnie istnieje wiele innych ekspertów, firm i źródeł, i trudno będzie Ci konkurować ze wszystkimi. Jestem jednak pewien, że jesteś w stanie określić dla siebie niszę rynkową, która jest albo niezagospodarowana lub konkurencja jest niewielka.

Oczywiście, nie chcę powiedzieć, że wiedza ekspercka nie jest potrzebna! Chcę tylko podkreślić, że sumienna analiza własnych możliwości oraz odpowiednio wybrana nisza informacyjna (choćby bardzo wąska) jest kluczem do osiągnięcia pozycji autorytetu oraz najlepszego źródła wiedzy.

Blog to najważniejsze narzędzie

Moim zdaniem, w czasach, gdy Internet jest podstawowym źródłem wyszukiwania informacji zarówna dla osób odpowiedzialnych za procesy zakupowe, jak i dla dziennikarzy; gdy WSZYSCY przed spotkaniem z Tobą sprawdzają w Google z kim właściwie mają do czynienia – osiągnięcie pozycji autorytetu w swojej dziedzinie bez znaczącej obecności w sieci jest bardzo trudne.

Blog zmusza cię wytworzenia pewnego strumienia treści.  To klucz widoczności w wyszukiwarce internetowej (Google kocha blogi!) oraz wszystkich innych form komunikacji (i w internecie, i tradycyjnych kanałach), które opierają się na wartościowej treści. Pisząc na blogu będziesz miał te treści niemal gotowe.

Dlatego, jeśli na serio myślisz chcesz zbudować pozycję eksperta w branży B2B i nie prowadzisz jeszcze bloga, to zacznij dziś! Teraz! Pamiętaj, dziś jest pierwszy dzień reszty twojego życia 😉 !

Media tradycyjne wciąż ważne

Nie tylko Internetem człowiek, żyje i istnieją jeszcze przecież tradycyjne media. Publikacja w renomowanych mediach, czytanych czy oglądanych przez Twoich potencjalnych klientów na pewno pomoże Ci zbudować obraz eksperta.

Oczywiście, osoba zajmujące się PR-em w twojej firmie pomoże ci nawiązać relację z mediami, ale:

  • Mniej świadomość, że dziennikarze, sami często przeszukują sieć w poszukiwaniu informacji na temat, który chcą opisać i często to właśnie blogi eksperckie są dla nich inspiracją (jak pokazuje badanie Raport Dziennikarze i Social Media 2012).
  • Oczywiście, prowadzanie bloga pomoże ci mieć te wszystkie treści przygotowane (zobacz wpis Nieoczekiwane korzyści z bloga). Będzie ci po prostu łatwej.

Social Media katalizatorem dotarcia do grupy docelowej

Jak pisałem wcześniej, to właśnie eksperci są kluczem do efekrywnego wykorzystania mediów społecznościowych w marketingu B2B.

Z jednej strony media społecznościowe to świetne narzędzie do budowania lub podtrzymania relacji, z drugiej to kanał komunikacji jak każdy inny i wymaga komunikatu. Jak chcesz inaczej „podtrzymać relację” jak nie dzieląc się wartościową treścią?

Dlatego bądź też widoczny w mediach społecznościowych dla swoich klientów:

  • Załóż profil
  • Zaproś osoby, z którymi już masz relacje
  • Publikuj wartościowe treści (np. z Twojego bloga)
  • Bądź aktywny, dyskutuj, odpowiadaj.

Wystąpienie publiczne

Wystąpienia publiczne to świetna okazja do nawiązania bezpośredniego kontaktu z Twoimi potencjalnymi klientami, a  w stosunku do tych, z którymi nawiązałeś już jakaś relację w Internecie – szansa na wejście na nowy poziom.

  • Po pierwsze: Jeśli regularnie publikujesz treści, to masz już gotowca (np. w postaci bloga).
  • Po drugie: (o ile wydarzenie nie jest organizowane przez Twoją firmę) fakt, bycia widocznym w internecie pomoże ci w dostaniu zaproszenia na wydarzenia organizowane przez inne organizacje czy też media.

Wydaj książkę

Internetowa rewolucja internetową rewolucją, ale fakt wydania książki bardzo często wpływa (i to mocno!) na pozycję eksperta. Dlatego rozważ wydanie książki, która by zbierała twoje doświadczenie i ekspertyzę.

Jeśli napisanie książki cię przeraża, pomyśl, że:

  • Prawdopodobnie, jeśli jesteś aktywnym ekspertem, który dzieli się swoją wiedzą, posiadasz już wiele, niemal gotowych materiałów (w szczególności wpisy z Twojego bloga), które mogą być zaczynem Twojej książki.
  • Możesz zaprosić do współpracy współautora – innego eksperta, który może pomóc ci poszerzyć zakres tematyczny Twojej książki.

Jak zachęcić eksperta do TAKIEJ inwestycji?!

No dobrze – myślisz pewnie jako marketingowiec – wszystko super, tylko jak mam przekonać eksperta do takiej inwestycji jego czasu i wysiłku, gdy rzeczony ekspert jest już tak zarobiony, że na prawdę mu nie głowie poświęcanie się nie swojej działce, czyli marketingowi?

Można próbować wpisać tego typu działalność w jako element jego oceny pracowniczej i w jakieś części uzależniać jego wynagrodzenie i oceny od tego typu działań, ale szczerze mówiąc nie wierzę w skuteczność tego typu podejścia. Uważam jednak, że najskuteczniejsze jest odwołanie się do osobistych motywacji eksperta, i uświadomienie mu, że w ten sposób może zbudować swoją pozycję na rynku, jako rozpoznawalnego eksperta w swojej dziedzinie. To może mu pomóc zarówno wewnątrz firmy, przede wszystkim jest czymś co będzie procentowało podczas całej jego kariery, także w każdej innej firmie, w której może się znaleźć.

Takie postawienie sprawy oczywiście, może budzić wątpliwości, czy firmie opłaca się inwestować w pracowników i „uzależniać” od ich pozycji rynkowej. Skwitowałbym to znanym żartem:

CFO: A co zrobimy, gry zbudujemy za pieniądze firm rozpoznawalność naszego eksperta a on odejdzie?
CMO: A co zrobimy, gdy nie zbudujemy jego pozycji na rynku i zostanie?

Komentuj
Co tym wszystkim myślicie? Jaka jest rola w budowaniu tej „widoczności” marketingu? A jaka samego eksperta?

Wysłuchaj także podcastu, rozmowy z Mariuszem Łodygą: Personal branding, czyli budowanie marki osobistej rozpoznawalnego eksperta.

* * *

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

%d blogerów lubi to: