Czy do budowy marki nadają się treści sprzedażowe?

Marka - nie da się z zbudować marki za pomocą treści sprzedażowych

Wielokrotnie słyszałem wypowiedzi marketerów B2B podważające sens „specjalnych” działań marketingowych nastawionych na budowanie rozpoznawalności oraz preferencji marki, np. w stylu:

„lepiej inwestować w rzeczy, które jednocześnie budują i sprzedaż, i markę”

„i tak docieramy do naszych  klientów z ofertą, więc przy okazji również budujemy markę”

„bez sensu wydawać pieniądze na osobne inicjatywy”

Czy zatem stosownie treści sprzedażowych do wsparcia sprzedaży oraz do budowy marki na zasadzie „dwa w jednym” to sprytny sposób na efektywność? Niestety nie. Jest dokładnie odwrotnie!

Poniżej postaram się wytłumaczyć, dlaczego.

Po co marka?

Zanim przejdziemy do argumentacji, przypomnijmy po co w ogóle budować silną markę?

Marka to skojarzenie, które możemy utrwalić w mózgach naszych przyszłych klientów. Chodzi o to, że gdy w przyszłości staną oni przed sytuacją zakupową (w B2B najczęściej chodzi o wybór metody i dostawcy rozwiązania problemu biznesowego) to naturalnym rozwiązaniem, które przyjdzie im do głowy będzie właśnie nasza marka.

Od tego skojarzenia zależy nie tylko skuteczność sprzedaży, która potrafi być nawet 10 krotna na korzyć silnej mak, ale co jeszcze ważniejsze skłonności do akceptacji przez kupujących wyższej ceny co bezpośrednio przekłada się na marżę oraz zyskowność.

Po szczegółowe informacje na jakiej dokładnie zasadzie marka wpływa na decyzje kupujących w B2B oraz po wyniki badań to potwierdzające odsyłam do podcastu Podcast S2E9: Marka w marketingu B2B oraz artykułu 4 efekty silnej marki w marketingu B2B.

Dwa dramatycznie odmienne stany klientów

Aby znaleźć metodę na efektywne budowanie skojarzenia z marką w mózgach naszych klientów, musimy wpierw zrozumieć tzw. regułę 95:5. Wyjaśnia ona dlaczego potencjalni klienci mogą znajdować się w dwóch, dramatycznie odmiennych stanach:

  • in-market (około 5% rynku) – to osoby, które aktywnie poszukują produktu lub usługi w twoje kategorii; w danym momencie stanowią one jedynie niewielką część rynku.
  • out of market (około 95% rynku) – to osoby, które nie są zainteresowane zakupem i to zazwyczaj z przyczyn od nas niezależnych: dokonały już zakupu, rozwiązały swój problem biznesowy inaczej lub po prostu mają inne priorytety; w danym momencie stanowią one olbrzymią większość rynku.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o regule 95:5 oraz o jej konsekwencjach dla sprzedaży i marketingu B2B przeczytaj poświęcony temu artykuł: Reguła 95:5 czyli dlaczego możesz sprzedawać tylko do 5% klientów.

W oczywisty sposób owe grupy „in-market” oraz „out-of-market” mają dramatycznie różny poziom zainteresowania daną ofertą a więc i ich potrzeby informacyjne tych grup będą odmienne.

Dwie dramatycznie odmienne potrzeby informacyjne

Aby móc zilustrować jak bardzo różne są potrzeby informacyjne obu grup posłużę się przykładem:

Wyobraź sobie, że jesteś posiadaczem samochodu a więc i potencjalnym klientem na polisę ubezpieczeniową. Jakimi informacjami będziesz się interesował, w sytuacji gdy będziesz musiał taką polisę kupić lub przedłużyć (a więc będziesz klientem „in-market”)? Będą to oczywiście szczegóły ofert poszczególnych towarzystw ubezpieczeniowych. Będziesz chciał wiedzieć:

  • ile takie ubezpieczenie kosztuje?
  • jaki jest zakres ubezpieczenia?
  • na jakie zniżki możesz liczyć?
  • jakie wygląda procedura likwidacji ewentualnej szkody?
  • być może nawet przeczytasz  OWU (ogólne warunki ubezpieczenia)
  • itp.

Wszystko po to, by porównać oferty i wybrać twoim zdaniem najlepszą.

Jednak po kilku godzinach, które przeznaczysz na ten proces zakupu problem polisy na najbliższy najbliższy rok masz już z głowy a więc jesteś klientem „out-0f-market”. Czy przez resztę roku będziesz studiował oferty towarzystw ubezpieczeniowych? Absolutnie nie! Jeśli zadzwoni do ciebie jakiś agent ubezpieczeniowy, który będzie chciał cię zainteresować szczegółami oferty, które jeszcze przed chwilą sam pilnie studiowałeś (sic!) wykrzykniesz mu bez zastanowienia do słuchawki: „Dziękuję, ale nie jestem zainteresowany!”.

Dokładnie tak samo zachowują się klienci w B2B.

W sytuacji, gdy są w trybie zakupu (in-market) kategorii rozwiązania problemu biznesowego i rozważają Twoją firmę jako dostawcę, to będą szalenie zainteresowani. Wszystkim. Od ceny aż po szczegółowe pytania na temat cech produktu, jego zalet, zastosowania, potencjalnych problemów, opinii i doświadczeń innych itd. Tych pytań jest tak dużo, że aż powstała książka, która poświęcona jest jedynie metodyce odpowiadania na te wszystkie pytania: „They ask you answer”, czyli odpowiedz na pytania klientów .

Jeśli jednak nie są w trybie zakupu (out-of-market), to tymi wszystkimi informacjami nie są zainteresowani. Dlaczego? Bo są skupieni na innych problemach i priorytetach, a więc te informacje nie są im w tym momencie po prostu niepotrzebne. A co robi ludzki mózg z niepotrzebnymi informacjami? Filtruje i usuwa.

Informacje sprzedażowe (np. w formie reklamy produktowej, cold calling lub cold e-mailingu lub generowania leadów), z którymi chcesz dotrzeć do osób out-of-market są więc nie tylko ignorowane, one są traktowane jak szum informacyjny, dlatego często pozostają niezauważone, a jeśli już, to uznane za nieistotne i nie warte zapamiętania. To stąd właśnie bierze się tzw. „ślepota banerowa”.

Treści sprzedażowe są więc ignorowane przez 95% potencjalnych klientów, a więc przez prawie cały rynek!

Czym zainteresować (prawie cały) rynek?

Jak dotrzeć do tej niezainteresowanej, 95-procentowej większości? Co do zasady istnieją 2 opcje:

  • Opcja 1: Stworzyć coś co tę grupę zainteresuje – to na pewno nie jest katalog twoich produktów ani ich specyfikacja, bo jako nie-kupujących ich w tym momencie to ich nie interesuje. Więc to musi być coś co jest w gruncie rzeczy niezależne od produktu. W B2B to najczęściej tręści edukacyjne (choć nie zawsze) – to nic innego jak bardzo popularny w B2B content marketing.
  • Opcja 2: Wykorzystać zainteresowanie cudzymi teściami – można umieścić informację o swojej marce obok czyiś treści, którymi jest zainteresowana moja grupa docelowa – to nic innego jak reklama wizerunkowa.

Przykłady opcji 1:

Powyżej przykład podcastu „Co rzecze rzecznik”, który jest programem content marketingowym agencji komunikacyjnej Lorem Ipsum Team. Zwróć uwagę, że nie ma w nim ani słowa słowa na temat ich oferty! Celem jest dostarczenie informacji, które są ciekawe i inspirujące dla ich grupy docelowej, czyli rzeczników prasowych – nie zależnie od tego, czy szukają w danej chwili agencji takiej jak Lorem Ipsum czy nie.

Przykład opcji 2:

Powyżej przykład reklamy wizerunkowej ubezpieczeń komunikacyjnych. Zwróć uwagę, że nie skupia się ona na szczegółach oferty ubezpieczeniowej UNIQA, o której danym momencie 95% rynku nie chce słyszeć. Reklama to odwołuje się do bohaterów filmu „Chłopaki nie płaczą”, bo jej zbudowanie w pamięci odbiorców marki, po to, by znalazła się ona w grupie rozważanych, gdy przyjdzie moment wyboru.

Marki nie zbudujesz treściami sprzedażowymi

Co zatem z pomysłem by zaoszczędzić na „specjalnych” działaniach marketingowych nastawionych na budowanie rozpoznawalności oraz preferencji marki i skupić się wyłącznie na treściach sprzedażowych?

Treści wsparcia sprzedaży mają oczywiście ważną funkcję: wpływają na decyzję zakupową tych 5%, które dziś jest in-market, jednak (jak mam nadzieję wykazałem powyżej) są mało skuteczne w komunikacji do całego rynku.

Jakie będą więc konsekwencje posługiwania się wyłącznie w nadziei, że będą i pomagały sprzedaż, i jednocześnie będą utrwalać w mózgach przyszłych klientów?

Konsekwencje będą opłakane i pojawią się w następującej sekwencji:

  1. Treści wsparcia sprzedaży wpływają na 5% rynku, czyli osoby in-market, które właśnie ich potrzebują.
  2. Jednocześnie zostaną zignorowane przez całą resztę rynku, czyli 95% out-of-market.
  3. Część z tych 95% markę po prostu zapomni lub zostanie ona wyparta w ich umysłach przez marki konkurencyjne, które w tym czasie będą prowadziły aktywne i interesujące ich działania.
  4. W efekcie, jeśli marka miała jakikolwiek poziom rozpoznawalność i preferencji, to będzie on spadać.
  5. W kolejnym okresie, mniejsza część kolejnej pięcioprocentowej kohorty klientów in-market wchodząca na rynek w poszukiwaniu produktów z twojej kategorii będzię znała lub preferowała Twoją markę.
  6. Skuteczność treści wsparcia sprzedaży wobec tej grupy będzie nieco mniejsza – choć oczywiście odnotujesz krótkoterminowy wzrost sprzedaży.
  7. W kolejnym okresie, kolejna pięcioprocentowa kohorta in-market wejdzie na rynek w poszukiwaniu produktów z twojej kategorii. Ale tym razem jeszcze mniejsza część z nich będzię znała lub preferowała Twoją markę.
  8. Skuteczność treści wsparcia sprzedaży, tym razem będzie jeszcze mniejsza niż poprzednio choć oczywiście znów odnotujesz krótkoterminowy wzrost sprzedaży, choć mniejszy niż poprzednio.

I tak dalej, aż do zupełnej erozji rozpoznawalności Twojej marki.

Ten efekt został dokładnie zbadany na podstawie analizy niemal tysiąca kampanii marketingowych oraz opisany przez Les Binet’a i Petera Field’a w fundamentalnej moim zdaniem książce The Long and the Short of It.

Marketing ROI prowadzi do erozji marży i sprzedaży

Źródło: „Long and Short of It”, L. Binet, P. Field.

W realiach B2B oznacza to, że następuje odwrócenie pozytywnych efektów znajomości marki:

Obawiam się jednak, że wielu marketerów będąc pod presją dostarczenia szybkich wyników nie jest wstanie wywalczyć środków na działania nakierowane na budowanie świadomości marki. Nie ułatwia fakt, że ich efekty materializują się z dużym opóźnieniem (excel do wyliczenia opóźnienia tutaj), oraz że nie da się na wyliczyć marketing ROI z inwestycji markę.

A czy Twoja komunikacja marketingowa jest w całości nastawiona wyłącznie na wsparcie sprzedaży, czy też zawiera treści, który może zainteresować tych, którzy dziś na pewno klientami nie zostaną?

Wpisz swój adres e-mail, aby subskrybować tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach pocztą e-mail.

4 efekty silnej marki w marketingu B2B

Marka B2B

W poprzednim artykule pisałem o tym, że ok. 95% rynku, czyli przytłaczająca część twoich potencjalnych klientów w danym momencie nie kupi do ciebie niczego, żeby nie wiem co. A, że w danym momencie ta grupa klientów nie jest ona zainteresowana oferowanym produktem to również nie jest zainteresowana szczegółowymi informacjami na jego temat, a więc treściami wsparcia sprzedaży. Dlatego jedyne co tak na prawdę możesz wobec tej przytłaczającej większości rynku docelowego zrobić to skupić się budowaniu rozpoznawalności marki, czyli wciągnąć ich na jej orbitę.

Efekt tego „orbitowania” może jednak z materializować się po latach (w poprzednim poście znajdziesz excela aby opóźnienie wyliczyć) to naturalnie rodzi to pytanie: „Czy zatem inwestycja z odroczonym zwrotem jest tego warta?”. Aby przybliżyć odpowiedź choć trochę dziś przedstawiam cztery efekty jakie silna marka ma na marketing i sprzedaż w firmach B2B.

Uporządkowałem w kolejności od najmniejszego do największego impaktu na biznes.

Efekt 1: Silna marka zwiększa widoczność

Zasada działania marki wykorzystuje jedno najbardziej podstawowych, kognitywnych funkcji ludzkiego mózgu – czyli umiejętność rozpoznawania wzorców. W neurobiologii poznawczej to proces, który doprowadza do pobudzenia neuronalnego w sytuacji gdy bodziec zostaje skojarzony z zapamiętanymi wcześniej wspomnieniami.

Nasz mózg jest niezwykle sprawny w wyławianiu znanych mu wzorców z szumu, które go zalewają wszystkimi 5 pięcioma zmysłami. Na przykład: Wśród gwaru wasz mózg bezbłędnie wyłowi gdy ktoś wypowie wasze imię, albo na supermarketowej półce wśród wielu produktów oznaczonych wieloma markami wasz mózg naturalnie wyłowi te, które już znacie. Podobnie, wasz mózg będzie zachowywał się gdy będziecie przeglądali wyniki wyszukiwania na wyszukiwarce: będzie skupiał się na wynikach pochodzących od znanych mu marek a ignorował inne.

Potwierdzają to wyniki ciekawego badania „Secret Life of Search” agencji REDC. Oto akapit z podsumowania badania:

„Większość badanych – w szerokim zakresie zadań – przy pierwszym kliknięciu zaprezentowanej strony z wynikami wyszukiwania (SERP) wybrała znaną, zaufaną i wiarygodną markę. Przystępujący do wyszukiwania mieli już więc świadomość tej marki. Doprowadzenia do kliknięcie na stronie SERP to nie tylko kwestia upewnienia się, że nasza strona znajdzie się w rankingu – to także (a może przede wszystkim) kwestia budowania wiarygodności marki we wszystkich kanałach komunikacji marketingowej.”

Efekt silnej marki

Źródło: Badanie „Secret Life of Search”, REDC

Jak pokazują wyniku badania, wyszukujący w przytłaczającej większości przypadków kierują się przede wszystkich marką (!) nie pozycją strony w wynikach wyszukiwania. Wyniki pochodzące od znanych marek były również wybierane szybciej (decyzja o kliknięciu wymagała mniej namysłu).

Efekt Silnej Marki Widocznosc i SEO

Źródło: Badanie „Secret Life of Search”, REDC

Patrząc na całość wyników powody, dla których badania decydowali o tym, w który link pierwszy kliknąć nie miały nic wspólnego z samą stroną ani pozycją w wynikach wyszukiwania – w przeważającej większości zależało to od znajomości marki.

Efekt zwiększonej widoczności powoduje więc, że dzięki uzyskanej rozpoznawalności marki treści marketingowe będą bardziej widoczne, będą skuteczniej (i taniej) docierał do grupy docelowej, a przekaz będzie uważany za bardziej wiarygodny i przekonujący.

Efekt 2: Silna marka zwiększa prawdopodobieństwo sprzedaży

Według badania firmy Bain kupujący w B2B (badanie dot. zakupu rozwiązań IT) nie rozpoczynają procesu zakupu z „czystą kartką” ale z short-listą rozważanych rozwiązań. Okazuje się, że pomimo iż proces zakupu prowadzi do odkrywania i poznawania innych, alternatywnych dostawców i tak w 90% przypadków kontakt ostatecznie zostaje podpisany z firmą z początkowej krótkiej listy.

Wygląda więc na to tak, jakby proces zakupu tak na prawdę jest metodą racjonalizacji już wcześniej podjętej decyzji, która została podjęta na podstawie preferencji konkretnej marki!

Efekt silnej marki B2B - preferencja marki

Źródło: Ilustracja własna na podstawie artykułu „What B2Bs Need to Know About Their Buyers”, Harvard Business Review

Bardzo podobny obraz wyłania się z kolejnego badania „The APAC B2B Buyer Journey 2024” firmy Green Hat:

Efekt silnej marki B2B - preferencja marki

Źródło: The APAC B2B Buyer Journey Research Report 2024, Green Hat oraz 6Sense

To kolejne potwierdzenie, że dostawca który nie znajduje się na szczycie krótkiej listy kupującego zanim jeszcze kupujący zacznie w ogóle rozmawiać z potencjalnymi dostawcami ma niewielkie szanse na doprowadzenie do sprzedaży.

Nie oznacza to oczywiście, że w B2B oferta i jej parametry nie są ważne. To znaczy tyle, że w konkurencyjnym środowisku, gdy w niemal każdej kategorii występuje wielu graczy mogących wypełnić wymagania kupującego, bardzo trudno jest dokonać wyboru wyłącznie na podstawie parametrów oferty, a marka często jest tym elementem, który często przeważa i doprowadza do wyboru konkretnego dostawcy.

Efekt 3: Silna marka ułatwia osiągnięcie konsensusu

Proces zakupu B2B jest często realizowany przez tzw. komitet zakupowy, czyli mniej czy bardziej formalną grupę, która opiniuje zakup, albo daje zielone światło do podjęcia takiej decyzji. Np. zakup systemu CRM opiniują osoby ze sprzedaży i  marketing ale też prawnicy (np. pod kątem zgodności z RODO), pracownicy IT (pod kątem integracji z innymi systemami), dyrektor finansowy (pod kontem finansowania oraz ROI z inwestycji), a czasem i osoby z spoza firmy (np. dostawcy innych systemów lub infrastruktury IT). Spora część z tych osób, w ogóle „nie jest w temacie” a przy tym nie ma czasu ani kompetencji by wnikać we wszystkie w szczegóły oferty. Ci członkowie komitetu dokonują oceny ze swojego, często wąskiego punktu widzenia.

Dlatego z ich punktu widzenia bardzo ważne będzie ich własne bezpieczeństwo i ograniczenia ryzyka związane z rekomendacją niewłaściwego dostawcy. Dla nich znana i rozpoznawalna marka jest tarczą. Jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, mogą się nią  zasłonić i powiedzieć „no ale wybraliśmy sprawdzone na rynku rozwiązanie” – co niegdyś sprytnie wykorzystał IBM tworząc słynne hasło: „Nobody gets fired for buying IBM”.

Przekonanie takich członków komitetu zakupowego do pozytywnego zaopiniowania zakupu ryzykownego z ich punktu widzenia, nieznanego im rozwiązania wymaga większego, długotrwałego wysiłku by zaadresować ich obawy. W najlepszym razie prowadzi to do znacznego wydłużenia czasu po którym komitet zakupowy osiągnie konsensus by, a w najgorszym – w ogóle uniemożliwi jego osiągnięcie.

I znów potwierdzają to badania. Wg. badania LindedIn B2B Institute, Bain & Company i NewtonX prawdopodobieństwo zakupu spada dramatycznie jeśli nie wszyscy członkowie komitetu zakupowego znają markę produktu. Prawie nikt nie kupuje marek nie znanych całemu komitetowi!

Efekt marki - marka ułatwia osiągnięcie konsensusu komitetu zakupowego

Źródło: Artykuł „The real job of B2B Marketing is to give the Buyer Group permission to agree” Mimi Turner, Linkedin

  • W 81% przypadkach doszło do zakupu, gdy „wszyscy” lub „prawie wszyscy” członkowie komitetu zakupowego znali markę, która została ostatecznie zakupiona.
  • Jedynie w 4% badanych przypadków doszło do zakupu produktu, który był znany jedynie zespołowi, który ten zakup rekomendował.

Brzmi to bardzo podobnie do prawa podwójnego zagrożenia (ang. double jeopardy law) opisywanej w książce „How brands grow”.

Efekt 4: Silna marka B2B pozwala na wyższą marżę

A teraz najlepsze na deser. To efekt, który przebija wszystkie trzy poprzednie i tak silnie wpływa na biznes, że moim zdaniem w ogóle zmienia ramy dyskusji nt. wartości jaką może przynieść marketing! To wpływ marki na akceptację przez kupujących wyższej ceny, czyli tzw. pricing power.

Intuicyjnie czujemy, że za to odpowiada głównie marka. Np. wszystkie wody butelkowane to właściwie identyczny produkt – H₂O – a jedynym wytłumaczeniem, dlaczego niektóre firmy mogą niektóre firmy sprzedawać wodę po wyższej cenie jest właśnie marka.

Ale przytoczone już wcześniej badanie LindedIn B2B Institute, Bain & Company i NewtonX pokazuje, że około 60% badanych członków komitetu zakupowego, że jest gotowa zaakceptować wyższą cenę nawet kosztem niższej jakości jeśli rozwiązanie pochodzi od znanej marki:

Wpływ marki b2b na cenę i marżę

Źródło: Artykuł „The real job of B2B Marketing is to give the Buyer Group permission to agree” Mimi Turner, Linkedin

Skąd w ogóle bierze się ta skłonność?! Zadanie polegające na przekonaniu wszystkich członków komitetu zakupowego jest tak trudne, że większość zarówno kupujących pójdzie na poważne kompromisy aby w ogóle umożliwić grupie osiągnięcie porozumienia co do konieczności zakupu (alternatywą jest bowiem brak decyzji). Polem tego kompromisu może być w szczególności wyższa cena, którą komitet zakupowy jest w stanie zapłacić za wyrażenie zgody na zakup przez tych kolegów z komitetu, którzy obawiają się ryzyka.

Marża wielokrotnie istotniejsza od wolumenu sprzedaży

Tutaj należy wskazać, że możliwość podniesienia cena ma wielokrotnie większy wpływ na zyskowność firmy niż zwiększenie samego jej wolumenu.  A jak wskazują powyższe badania za tę możliwość odpowiada głównie marka.

Przeanalizujmy to na bardzo prostym przykładzie.

Załóżmy, że Twoja firma sprzedaje produkt za cenę 100 PLN (z czego marża to 5 PLN) do 1000 klientów. Prosta matematyka wskazuje, że zysk wynosi 5000 PLN.

Załóżmy teraz, że inwestycja 1000 PLN w marketingowe wsparcie sprzedaży doprowadzi do jej spektakularnego wzrostu aż o 30%. Czyli sprzedamy do 1300 klientów przy marży 5 PLN, o czego musimy odjąć koszt naszej inwestycji 1000 PLN, daje to zysk 5500 PLN – czyli 𝐰𝐳𝐫𝐨𝐬𝐭 zysku 𝐨 𝟓𝟎𝟎 𝐏𝐋𝐍.

A co, gdybyśmy podnieśli cenę?

Co by się zatem stało, gdyby te same 1000 PLN w naszym przykładzie zainwestować w markę i gdyby ta inwestycje umożliwiła wzrost ceny tylko o 10%, do 110 PLN oraz (bądźmy bardzo surowi w naszych założeniach) nie doprowadziłby do ŻADNEGO wzrostu sprzedaży?

Zysk wyniósł by (1000 x 15 – 1000) 14,000 PLN.

𝗪𝘇𝗿𝗼𝘀𝘁 𝗼 𝟗𝟎𝟎𝟎 𝗣𝗟𝗡!!!

Wpływ marki na biznes ma szanse więc wielokrotnie przekraczać, to na czym większość marketerów stara się wykazać: na marketing ROI wynikającym z wygenerowanej w krótkim okresie sprzedaży.

LUDZIE! Zamiast o zwiększeniu wolumenu sprzedaży zacznijcie rozmawiać z biznesem o wpływie marketingu na marżę i zysk ! 🤯

* * * 

Czyli co? Skoro Marka w B2B ma tak cudowne właściwości, to nie ma się co zastanawiać, tylko zlecić marketingowi „budowę silnej marki”. Czy tak zatem wygląda przepis na sukces w B2B? O w tym w artykule: Czy marka jest źródłem przewagi konkurencyjnej?

Wpisz swój adres e-mail, aby subskrybować tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach pocztą e-mail.

Marketing B2B – definicja 🧐

Marketin B2B - definicja, co to jest?

Rozpoczynając prowadzenie niniejszego bloga chciałbym wyjaśnić jak rozumiem marketing B2B i dlaczego skupiam się na nim a nie traktuję o marketingu w ogóle.

Zacznijmy od próby zdefiniowania co to jest marketing B2B? Pomimo, że w klasycznym ujęciu marketing zawiera w sobie wiele aspektów związanych np. badaniem rynku i tworzeniem produktów, to na potrzeby bloga chciałbym skupić się na bardzo wąskiej definicji:

Definicja: Marketing B2B to proces wspierania procesu sprzedaży produktów i usług do klientów instytucjonalnych, opierający się na komunikacji, której celem jest zbudowanie świadomości potrzeby zmiany w przedsiębiorstwie a następnie umożliwienie podjęcia decyzji o zakupie poprzez dostarczenie niezbędnych do tego informacji.

Ograniczenie tematyki do marketingu B2B wynika z – oprócz mojej strategi na znalezienie mojej wąskiej niszy informacyjnej 😉 – faktu, że jestem przekonany, że marketing B2B i B2C różnią się na tyle głęboko, że wymagają zastosowani odmiennych taktyk oraz innych umiejętności od samych marketerów. Ten stan rzeczy jest moim zdaniem konsekwencją tego, w jakich sposób kupowane są produktu i usługi B2B:

Marketing B2B to zarządzanie ryzykiem kupującego

Najgorsze, co może spotkać indywidualnego konsumenta w przypadku nieudanego zakupu to poczucie zawodu, braku satysfakcji lub utrata mniejszej bądź większej sumy pieniędzy. Doświadczenie niewątpliwie przykre ale nie rzutujące dramatycznie na jego życie. Zakupy konsumenckie są również bardzo częste a konsumenci nie są po prostu w stanie dokładnie analizować każdego z nich, dlatego dużo bardziej polegają na wizerunki marki niż gruntownym researchu.

Osoba odpowiedzialna za zakup B2B ponosi znacznie większe ryzyko. Im droższy i bardziej wpływający na działanie kupującej firmy zakup, tym to ryzyko jest wyższe i w najgorszym razie może doprowadzić do utraty reputacji, pracy czy nawet złamania kariery. Nie dziwne więc, że kupujący w B2B bardzo sumienie przygotowują się do podjęcia decyzji. Zakup poprzedzony jest często miesiącami (a zdarza się, że i latami) zbierania oraz analizowania informacji oraz wypracowania konsensusu pomiędzy wszystkimi osobami w firmie, których decyzja dotyczy: mowa o komitecie zakupowym, czyli gronie osób opiniujących dany zakup.

Aby uświadomić sobie olbrzymi wpływ na decyzje zakupowe w B2B ma unikanie ryzyka zobacz badania pokazujące, że komitet zakupowy w imię jego uniknięcia jest gotów nawet wybrać obiektywnie gorszy i droższy – byle nie być posądzonym brak należytej staranności, jeśli coś pójdzie niezgodnie z planem.

Dlatego też tak ważnym elementem marketingu B2B jest pomoc wszystkim zainteresowanym w zdobyciu informacji, które tę trudną decyzję ułatwią podjąć – czyli przygotowanie informacyjnych treści. Jest to również powodem, dla którego tak ważne w marketingu B2B są treści marketingowe. Mogą to być zarówno, długofalowe, edukacyjne działania z zastosowaniem content marketingu (nie, nie wszystkie treści marketingowe to od razu content marketing) jak treści sprzedażowe (treści BoFu) mające bezpośrednio pomagać w pomyślnej realizacji zakupu.

Marketing B2B to skomplikowany proces zakupu

Nie dość, że ryzyko dla kupującego w B2B jest duże to często sam produkt lub usługa jest zazwyczaj bardzo skomplikowana i „szyta na miarę”. W dodatku to po stronie firmy kupującej często nie ma jednej „osoby decyzyjnej”: ale wspomniany wcześniej komitet zakupowy. To oznacza, że proces dochodzenia do zgodnej rekomendacji wszystkich członków komitetu zakupowego jest na prawdę bardzo skomplikowany i może trwać miesiące a nawet lata.

Rolą marketingu jest pomoc pokonaniu tej wyboistej drogi. Po mocną dłonią, którą marketerzy B2B mogą podać to informacje uławiające każdemu z członków komitetu zakupowego jej pokonanie. Tu należy zauważyć, że są to zazwyczaj zupełnie różne informacje dla każdego z nich. Np. w przypadku zakupu systemu informatycznego, innych informacji będzie potrzebował zespół, który będzie jego użytkownikiem, inne osoba z IT, która będzie zajmowała się jego administracją a jeszcze inne prawnik, który będzie opiniował umowę.

Komitet Zakupowy - Cykl zakupowy

Warto zdać sobie sprawę, że ten proces dochodzenia do wewnętrznego porozumie w firmie ma swoja dynamikę i jest efektem ścierania się, czasem sprzecznych, interesów. Dlatego pomimo, że często opisywany jest za pomocą lejka sprzedażowego, w którym ruch odbywa się tylko z góry do dołu, w rzeczywistości niemal w każdym momencie każdy z członków komitetu zakupowego może – z różnych powodów – wycofać swoją rekomendację. Dlatego celniejsza wydaje mi się, metafora jobs to be done, czyli pomoc w realizacji pewnych pośrednich zadań, które członek komitetu musi wykonać zanim zdobędziemy jego rekomendację.

Marketing B2B to marka

Z marketingiem wsparcia sprzedaży jest jednak pewien problem: jest on skuteczny jedynie wobec niewielkiego fragmentu rynku, czyli do około 5% – to firmy, które są „in-market”. Do pozostałej części, czyli około 95% „out-of-market” w ogóle nie nie masz szans sprzedać.

Nie dlatego, że jest nie ona przekonana do twojego produktu – ale dlatego, że w ogóle go w tym momencie nie potrzebuje. Tak jak właściciel samochodu nie potrzebuje oferty na jego ubezpieczenie w sytuacji, gdy właśnie go ubezpieczył pojazd na kolejny rok. Jedyne co można zrobić to upewnić, że zapamięta markę firmy ubezpieczeniowej i weźmie ją pod uwagę przy kolejnym zakupie.

Reguła 95:5 marketing b2b in-market out-of-market

Reguła 95:5 marketing b2b in-market out-of-market

Tzw. reguła 95:5 – bo ją mam na myśli – spopularyzowana przez profesora Johna Dawesa z Ehrenberg-Bass Institute i opisana w książce How brands grow 2, to zasada marketingowa, dzięki której zrozumiesz dlaczego marka jest tak istotna w B2B, i dlaczego to od niej zależy nie tylko skuteczność sprzedaży ale przede wszystkim marża.

Marketing B2B to komunikacja „wielu do wielu”

W marketingu B2B mamy do czynienia z wyjątkową mnogością kanałów, wieloma odbiorców i nadawców treści.

Po stronie kupujących mamy komitet zakupowy, którego każdy z członków potrzebuje innych, specyficzny treści. Po stronie firmy sprzedającej to kanały marketingowe, sprzedawcy, eksperci techniczni. Komunikacja jest też dwu-kierunkowa, kupujący zadają pytania, czasem bardzo specyficzne i wymagające indywidualnych odpowiedzi.

Dlatego marketing i sprzedaż B2B polega na koordynacji wielokanałowej i wielowątkowej komunikacji wielu osób. Ta mnogość rodzi szereg problemów z koordynacją. To sprawia, że – moim zdaniem – marketing B2B jest dużo bardziej skomplikowanym procesem niż B2C. Słowo „koordynacja” jest clue wyzwań stojących przed marketerami B2B.

Marketing B2B to infrastruktura

To wszystko oznacza, że marketing B2B wymaga infrastruktury by móc skutecznie realizować swoje zadania.

Mam na ma myśli systemy MarTech takie jak Marketing Automation i CRM, które mogą pomóc w zarządzaniu tak skomplikowanym procesem. Taką infrastrukturą tworzą również  dane takie jak dane podstawowe (master data), które pozwalają zbudować spójny obraz tych wszystkich danych.

I te właśnie tematy będą polem moich dywagacji, a mam nadzieję, że dla Ciebie drogi czytelniku powodem do inspiracji.

Zasubskrybuj blog poniżej, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach:

Wpisz swój adres e-mail, aby subskrybować tego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach pocztą e-mail.